Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Norwegowie grzmią: „Możemy zostać sami”

Biegi narciarskie świat -> Artykuły

2015-04-02

- Nikt nie chce oglądać dyscypliny, w której wygrywa jedno państwo – zauważył szef marketingu norweskiego banku DNB Jacob Lund. Czy biegi narciarskie czeka zapaść?

 

fot. Norwescy kibice na mistrzostwach świata w Falun rozłożyli swoje miasteczko.

 

Ta dyskusja trwała przez cały sezon, a jej apogeum nastąpiło podczas Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym w Falun. Norwescy biegacze sięgnęli w Szwecji po czternaście medali, z czego aż dziewięć ze złota. Rodacy Bjoerna Daehlie (występujący zresztą w odzieży sygnowanej jego nazwiskiem) do sukcesów z Lugnet Areny dołożyli tej zimy jeszcze dwie Kryształowe Kule, dublet w cyklu Tour de Ski, a ponadto triumfy w pucharowej klasyfikacji sprinterskiej i Pucharze Narodów. Wyjątek stanowiła jedynie wygrana Szwajcara Dario Cologni w rankingu długodystansowym. Ale u pań i tak wygrała Marit Bjoergen. Więc fiordowy akcent został zachowany. To miał być i był rok ekipy wikingów, którzy bardzo chcieli spłatać figla gospodarzom najważniejszej imprezy sezonu. Wynik 14:9 w śnieżynkach FIS z pewnością takim figlem był. Ale nie do końca spodobało się szefowi marketingu w banku DNB, który od lat w norweskie narciarstwo pakuje miliony koron.

 

- Jeżeli norwescy biegacze i biegaczki wciąż będą tak odstawać od rywali, rynek narciarski może się gwałtownie zatrzasnąć. Taka sytuacja pozytywnie odbierana jest tylko w naszym kraju. Pozostali mogą się szybko zniechęcić i zrezygnować. A to byłaby katastrofa – ostrzega na łamach portalu Thelocal.no Jacob Lund. Jedna z najbardziej wpływowych osób w tamtejszym sporcie zauważa, że różnica w budżetach poszczególnych państw staje się „finansowym dopingiem”. Pejoratywne określenie najlepiej pokazuje przepaść, nad którą stoją dziś światowe biegi.

 

Lund: - Nikogo nie interesują międzynarodowe mistrzostwa Norwegii. Tymczasem krajowa federacja już teraz jest w stanie przebić finansowo wszystkie inne, a sponsorzy gotowi dać jeszcze więcej ustawiają się w kolejce do współpracy. Balon może jednak pęknąć. I to nie w Norwegii. W krajach, które próbują nas dogonić.

 

Specjalista banku DNB wciąż za jeden z głównych rynków dla narciarstwa uważa Niemcy, w których od lat oglądalność Pucharu Świata stoi na wysokim poziomie. Tylko to determinuje firmy takie jak BMW, Milka czy Ruhrgas do łożenia pieniędzy na reklamę podczas zawodów. Może jednak dojść do sytuacji, w której zainteresowanie niemieckich fanów zacznie spadać. A to, zgodnie z efektem domina, zmusi marki do wycofania się ze współpracy z FIS. - Najgorszą wiadomością dla międzynarodowych sponsorów jest, gdy w krajach transmitujących wydarzenie spada oglądalność. Europejskie firmy szybko wyczują, że przestaje im się to opłacać – uważa Lund.

 

Jak czytamy w Thelocal.no, „przed Pucharem Świata podejmowano już dyskusję o nałożeniu ewentualnych ograniczeń dotyczących sum, które mogą być przeznaczane na jednego zawodnika w ciągu roku. Takie rozwiązanie miałoby ograniczyć dominację Norwegii.” Ale czy to nie przesada?

 

 

KOMENTARZ:

 

Nakładanie ograniczeń finansowych zabije jakikolwiek rozwój sportu. Nie od dziś wiadomo, że zawodowstwo w XXI wieku oznacza górę pieniędzy, doskonałe odżywki, a w niejednej dyscyplinie i nieczyste zagrywki, których nigdy nie dościgną kontrolerzy. Niestety. Żeby wygrywać, trzeba być przed innymi i w niedalekiej przyszłości zapewne balon pęknie. Doskonałym przykładem „financial dopingu” jest piłka nożna, w której jeden (!) zawodnik kosztuje tyle, co zbudowanie nowoczesnego stadionu. Biegom do takich odkształceń rzeczywistości jeszcze daleko. I nie powinno się na Norwegów złościć, że dbają o swój sport narodowy. Nie słyszałem, żeby podobne debaty miały miejsce przy okazji koszykówki, gdzie od lat trwa hegemonia Amerykanów. Tak po prostu jest. A że nudno? Kwestia umowna. Jak rywali lał Małysz, jakoś nam to nie przeszkadzało.

 

Michał Chmielewski

 

Komentarze - 3

blackswan

Opublikowano: 2015-04-02 13:27:31

wydaje mi się, ze problem jest trochę sztuczny (nakręcany przez media, które nie maja za bardzo o czym pisać w sezonie ogórkowym). Biegi narciarskie to sport bardzo lokalny, niszowy. Nie sądzę, żeby w skali ogólnej monopol Norwegów wpłynął na popularność/oglądalność tej dyscypliny, skoro i tak "targetem" głównie jest Skandynawia, a potem długo nic...Niemcy, Rosja, a w dalszej kolejności Czechy, Włochy, Austria, USA, Kanada, Japonia. Skandynawowie i tak będą się pasjonować biegami, nieważne czy wygra Northug, czy Niskanen, czy Hellner. Mnie dominacja Norwegii tez nie przeszkadza. Zresztą jeden sezon nie musi oznaczać wieloletniej tendencji. Mamy krótką pamięć bo wystarczy zobaczyć jak wyglądał dorobek medalowy w Soczi (triumfy Dario Cologni, Legkova). Wahania oglądalnością zawsze były i będą. Widać to na przykładzie Niemic, gdzie swego czasu był boom w skokach (Schmitt, Hannawald) Biegi nigdy nie będą globalne, jak tenis, futbol, formuła 1, lekkoatletyka, koszykówka i trzeba się z tym pogodzić.

mikrus10

Opublikowano: 2015-04-02 14:55:02

Jacub Lund jest szefem marketingu całkiem dużego banku w Norwegii, a w zasadzie to największego, obecnego zresztą i w Polsce od dawna, jednak bez większych sukcesów. Z jego punktu widzenia jednostronność widowiska nie jest celowa bo komu w Europe, poza Norwegią, sprzeda wizerunek swojego banku jeśli nikt biegów nie będzie oglądać poza kilkoma zapaleńcami, do których zapewne należy też autor artykułu. Dlatego też jego, czyli Jacuba Lunda, zatroskanie, że Niemcy mogą przestać oglądać biegi, a nawet je organizować. Autor jakby nie zauważył co trapi Jacuba Lunda, a komentarz to już jest wybitnie i wyłącznie ze strony zapalonego kibica biegów narciarskich. Dla takiej osoby nawet pierwsze pięć miejsc Norweżek nie obniża atrakcyjności zawodów - i słusznie, mnie też nie obniża, ale nie sądzę, żeby szefowi marketingu zależało na wydawaniu milionów na efekt w postaci utrwalenia wizerunku w pamięci kilku osób w Polsce czy innych, poza Norwegią, państwach Europy, gdzie DNB chciałoby (mocniej) zaistnieć.

Emil

Opublikowano: 2015-04-07 14:53:35

PŚ w biegach to nie NBA, które jest marką globalną, która generuje olbrzymie pieniądze. PŚ w biegach nie zbuduje marki na pięciomilionowym narodzie. Co nie oznacza że trzeba coś zmieniać. Nie. Żadnej ingerencji w zawodowy sport. Jak kobiece zawodowe biegi umrą śmiercią naturalną, to mówi się trudno. A pan Lund znajdzie inny sport gdzie będzie umieszczał logo firmy dla której pracuje.

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl