Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

FIS chce uderzyć w Norwegów. Zabierze serwismenów i pieniądze? [KOMENTARZ]

Biegi narciarskie świat -> Artykuły

2015-06-07

Sześciu serwismenów i opłacanie wyjazdów dla czterech zawodników z jednego kraju – tak FIS chce stłamsić dominację norweskich biegów narciarskich. Dobrze, że federacja w ogóle pozwala im startować.

 

Dyskusja o dominacji Norwegów w biegowym Pucharze Świata nabrała nowego rozpędu. FIS wymyśliła bowiem, że skutecznym pomysłem na walkę z hegemonią jednej reprezentacji będzie ograniczenie regulaminem liczby serwismenów i redukcja wsparcia finansowego. A jeśli i to nie pomoże, Pierre Mignerey i spółka każą ekipie z kraju fiordów ścigać się na nartach do skoków. Albo w ogóle w skarpetkach.

 

Fakt. Nazwiska Northug, Bjoergen, Sundby czy Johaug w światowych mediach przewijają się zbyt często. Albo pozostałe za rzadko. Ekipa z Norwegii bierze wszystko jak chce i kiedy chce skutecznie obniżając atrakcyjność zawodów, które lata długie temu sami wymyślili. Ich maszyneria inżynieryjna, trenerska, szkoleniowa, finansowa i Bóg wie jaka jeszcze funkcjonuje tak dobrze, że gonienie jej jest dziś trochę jak zasuwanie Daewoo Matizem za bolidem Formuły 1. Niestety podoba się to wyłącznie samym Norwegom. Specjaliści od marketingu zauważyli w ostatnim czasie wyraźny spadek oglądalności biegów na rynkach jak dotąd dla FIS żyznych. Między innymi polskim.

 

Umówmy się, że oglądanie w czubach każdych zawodów czterech czy pięciu flag w niebieski krzyż z biała obwódką szczególnie zajmujące nie jest. Fani z Włoch, Niemiec, Francji czy Polski coraz częściej decydują się nie na tracenie czasu przed ekranem telewizora, ale sprawdzenie wyników w Internecie, które (głównie u pań) będą zbliżone do tych sprzed tygodnia, dwóch, dziesięciu i dwunastu. Na to FIS powiedział stop i proponuje zmiany. Jakie? Ano na przykład w kwestii finansowania przejazdów i zakwaterowania zgłoszonych do zawodów. Do teraz organizator brał na siebie opłacenie najlepszych trzydziestu sprinterów i dystansowców z ich trenerami. Po zmianach miałoby być to najlepszych pięćdziesięciu na świecie, ale maksymalnie czterech z jednej reprezentacji wyłączając jej szkoleniowca. To nie wszystko. Działacze uważają też, że należy wyrównać liczbę serwismenów dla wszystkich kadr. I tak kilkunastoosobowy zespół Norwegów musiałby operować sześcioma specjalistami, sześciu przysługiwałoby też prawie osamotnionemu Aleksiejowi Połtoraninowi. Czyli dla Bjoergen i i Sundby'ego najlepiej będzie zdobyć paszport Gwinei Równikowej lub innego Madagaskaru.

 

Czy przeszkadzało nam, że w latach 2001-2003 brał co chciał Adam Małysz? Historia sportu zawsze była napisana takimi mniejszymi lub większymi dominacjami. Nikt przecież nie chce tępić łyżew holenderskim panczenistom ani odcinać finansowania trenera Barcelony, bo od lat przewodzi w lidze. W przeszłości chwile chwały miały w biegach Szwecja, Związek Radziecki czy Finlandia i nikt nie myślał o tym, by sztucznie ograniczać ich szanse. I nie powinien myśleć też teraz.

 

Już samo pojęcie kwot startowych jest moim zdaniem mocno kontrowersyjne. W kraju, który obrodził w stu znakomitych sportowców nie można zdobyć stu czołowych lokat w trosce o szanse innych. Ta i zgłoszone teraz idee, choć zrozumiałe w swojej genezie kłócą się z zasadą uczciwej rywalizacji. Bo przecież nikt nie zabrania pakowania pieniędzy w sport żadnemu sportowcowi i jeśli tylko chcą, mocarzami w biegach narciarskich mogą być obok Norwegow Chińczycy, Argentyńczycy i reprezentanci Nepalu. Ale stawiają na coś innego. Trudno. Jeśli wydarzenie nazywane pucharem lub mistrzostwami ma mieć rangę światowego, powinno gromadzić z tego świata najlepszych wszystkich, a nie sztucznie wyselekcjonowanych. Zaproponowane przez FIS regulacje zamiast sport rozwijać, duszą. I boli, że w XXI w. ważniejsze od jakości sportowej stały się wyniki oglądalności.

 

Michał Chmielewski.

 

Komentarze - 4

kibic

Opublikowano: 2015-06-07 13:44:45

jestem za, popiera teks . uczmy się od nich a nie blokujmy. fis przypomina mi kawał z sąsiadem który modli się o to aby krowa sąsiada zdechła a nie o to aby mieć swoją. bardzo swojski ten fis. kasa wszystkich zbliża. smutne. pomyślmy o grupie 500 młodych startujących naszych dzieciakach i wsparciu ich mocno i finansowo a nie tylko kopaczy byle jakich piłki. apel do władz. może jakiś list otwarty. przed wyborami mogą dużo obiecać i może dadzą po nich. pozdrawiam

krzysiek

Opublikowano: 2015-06-07 15:15:28

FIS obrał zły kierunek zmian. Zawsze znajdą furtkę na "obejście" ograniczeń

Mądry

Opublikowano: 2015-06-07 15:53:42

Artykuł z góry pisany z tezą jaki to FIS zły. Żadna z tych zmian nie jest niczym dziwnym, ani niekorzystnym dla biegów. Wyrównywanie szans i ekspansja na nowe kraje to kierunek obecnie realizowany chyba w każdym sporcie na świecie. Kwoty są wszędzie, a co do finansowania to wystarczy podać choćby przykład biathlonu, gdzie IBU finansuje występy sztafet z tych najsłabszych państw. Dominacja Norwegów w biegach nie jest zwykła, przejściowa. Sytuacja w której 6 pierwszych miejsc w PŚ zajmują Norweżki, dysproporcje finansowe między tym państwem a resztą, a przede wszystkim popularność biegów w Norwegii w porównaniu z innymi państwami i niewątpliwy kryzys biegów w największych europejskich państwach (Niemcy, Francja, Włochy; o popularności biegów poza Europą nawet nie ma co pisać) stwarzają ogromne zagrożenie marginalizacji biegów narciarskich do poziomu rekreacyjnego sportu REGIONALNEGO. A to już zaczynałoby być sprzeczne z zasadami sportu olimpijskiego. Wobec tego trzeba ten trend ograniczać. PS: Podawanie przykładu Adama Małysz wyjątkowo nielogiczne bo przecież to była wybitna jednostka, reszta Polaków skakała w tamtych czasach żałośnie, więc nie wiem jaką można tu analogię zastosować do sytuacji w BN.

Emil

Opublikowano: 2015-06-07 18:50:38

Problemem biegów nie jest dominacja jednej nacji, tylko że jest zdominowana przez taki mały kraj jak Norwegia. Co z tego że bogaty, skoro marketingowa wartość imprezy którą się interesują sami Norwegowie jest żadna. W najbogatszym sporcie indywidualnym na świecie czyli golfie, mamy głównie Amerykanów i jedyną nacją która jest dużo za nimi, ale bez mega przepaści są Brytyjczycy. (no i zawsze jest jakiś rodzynek z Hiszpanii, Szwecji czy Australii ale w biegach też są w szerokiej czołówce) Ale to wystarczy by generować zainteresowanie i pula nagród w jednym turnieju (W PGA Tourze turniejów jest ponad 40) jest w wysokości kilku SEZONÓW w biegach narciarskich. Kasa nieporównywalnie większa niż w tenisie nie mówiąc o innych sportach. Cóż wolny rynek i wolna rywalizacja. Norwegowie sami sobie bat kręcą i nie widzę powodu by coś zmieniać. A czy zmiana nakręci koniunkturę w innych krajach? Czy kibica z Niemiec lub Francji podnieci zawodniczka w "10"? Śmiem wątplić.

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl