Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Sundby przerywa milczenie i zapowiada walkę o dobre imię „To nie moja wina, że podano mi zbyt dużą dawkę leku”

Biegi narciarskie świat -> Artykuły

2016-08-25

20 lipca świat biegów narciarskich (a zarazem świat wzmożonego ostatnia dopingu) na chwilę stanął w miejscu, gdy na światło dzienne wyszła sprawa stosowania przez Sundby’ego leku na astmę w sezonie 2014/2015 w sposób niezgodny z udzielonym pozwoleniem. Tym samym Norweg pożegnał się z triumfem odniesionym wówczas zarówno w Tour de Ski, jak i klasyfikacji generalnej PŚ. W miniony poniedziałek udzielił pierwszego wywiadu od czasu upublicznienia feralnej wiadomości. 

 

Sprawa nieregulaminowego stosowania przez Sundby’ego leków na astmę w grudniu 2014 oraz styczniu 2015 toczyła się już od jakiegoś czasu, jednak, zgodnie z obwiązującym regulaminem, za zamkniętymi drzwiami. Wyrok, który zapadł 11 lipca 2016, sam Sundby określa jako trudny do zaakceptowania Zapowiada też, że jeśli tylko będzie taka możliwość, odwoła się od niego. – Nic nie jest jeszcze zamknięte, nie mamy jeszcze ostatecznego werdyktu. Kiedy go dostaniemy,  będziemy mieli 30 dni na zastanowienie, czy się od niego odwołać. Moje stanowisko jest jasne: Jeśli będę miał taką możliwość, zrobię to – przyznał Sundby na łamach Verdens Gang, mając jednak na uwadze, że w jego sprawie póki co znajduje się zbyt wiele „jeśli”.

 

Co ciekawe, w sierpniu zeszłego roku Sundby został uniewinniony. Później jednak sprawą zajęła się najpierw WADA (Światowa Agencja Antydopingowa), a potem CAS (Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie), unieważniając wyrok zwalniający od zarzutów, który orzeczono podczas panelu antydopingowego FIS. Stąd opublikowana 20 lipca informacja o dyskwalifikacji i dwumiesięcznej karze. A co na to sam zainteresowany? - To niesprawiedliwe. Boli go zwłaszcza to, że sytuacja, w której się znalazł, nie pozwala mu na jakąkolwiek obronę.  – Jestem ofiarą przepisu, to nie moja wina, że podano mi zbyt dużą dawką leku, a w mojej sytuacji nie jestem w stanie przekonać ludzi, że nie złamałem przepisów świadomie, jeśli ci nie przeczytają wyroku – mówił rozżalony Sundby w czasie wywiadu. Norwegowie przyznali mu jednak rację, dlatego też rodzima federacja (NSF) pokryje kosz zwrotu Międzynarodowej Federacji Narciarskiej premii w wysokości 1,1 miliona koron norweskich (500 tys. złotych).

 

Sprawa wzbudziła też zainteresowanie wśród innych biegaczy. Aino-Kaisa Sarinen twierdzi, że problem powinien być ujawniony wcześniej, a na temat astmy w biegach nie raz i nie dwa wypowiadała się też (oczywiście, krytycznie) Justyna Kowalczyk. Krytyka spotyka Norwegów ze wszystkich stron, ale trudno się temu dziwić, skoro sami przyznają, że bez specyfików leczących astmę nie byliby w stanie zdobywać medali…

 

A co jest głównym winowajcą całej dopingowej afery z udziałem Sundby;ego? To tak zwany nebulizer, czyli inhalator stosowany w celu dostarczenia leku (w postaci mgiełki) do płuc. Co do zasady powinie być stosowany jedynie w szpitalach i to dla osób dotkniętych tzw. POChP, czyli nieuleczalną przewlekłą obturacyjną chorobą płuc spowodowaną przez docieranie do dróg oddechowych pyłów czy substancji drażniących (zwłaszcza dymu tytoniowego). Według Sundby’ego jest to jednak zwyczajny sposób leczenia astmy w Norwegii, stosowany zarówno przez niego, jak i jego syna. Od zeszłego sezonu stosowanie nebulizera przez biegaczy zostało jednak zakazane.

 

Nadmiernie rozmowny nie był były już lekarz norweskich sportowców, Knut Gabrielsen. Poproszony o rozmowę przez dziennikarzy Verdens Gang, odmówił, a na łamach telewizji NRK przyznał tylko, że popełniony przez niego błąd był jedną z przyczyn jego rozstania z Norweskim Związkiem Narciarskim. Sam Sundby zaznaczył, że nie ma z nim kontaktu, pewnie z tego samego powodu, z którego lekarz nie chce rozmawiać z dziennikarzami.

 

Obecnie norweska kadra biegaczy i biegaczek przebywa na zgrupowaniu w Seiser Alm we Włoszech. Mimo że kara Sundby’ego potrwa do 11 września, 31-letni zawodnik urodzony w Oslo dołączy do swoich kolegów i koleżanek 27 sierpnia, ponieważ w ostatnich 2 tygodniach kary zezwolono mu na treningi z kadrą narodową. To pozwoli mu z pewnością odetchnąć, bowiem ostatnie dwa miesiące przyniosły ze sobą wiele stresu. - Skłamałbym, gdybym powiedział, że to nie był trudny czas. Robiłem wszystko, by ukryć się przed światem, zwłaszcza przedstawicielami mediów. Dużo czasu spędzałem z rodziną i robiłem to, co mogłem, czyli trenowałem przed nowym sezonem tak ciężko, jak to tylko możliwe – zakończył  dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli.

 

źródło: Verdens Gang

KaEn

fot. Paweł Hajda / skipol.pl

 

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl