Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Jan Staszel - superstar, ocalić od zapomnienia - wspomnienia Edwarda Budnego cz.II

Blogi -> Różne

2016-06-02

Ponieważ druga część tesktu pana Edwarda Budnego o Janie Staszelu umknęła większości czytelników w natłoku zimowych informacji przypominamy ją ponownie.

 

Bardzo silny zespół biegaczek: Weronika Krystyna Budny, siostry Józefa i Władysława Majerczyk oraz cudowne dziecko naszych kobiecych biegów Anna Duraj, musiał się pogodzić z faktem, że zamiast pod okiem wspaniałego trenera będą musiały zdawać egzamin olimpijski u boku szkoleniowca, któremu już dawno odjechał pociąg zwany „nowoczesne narciarstwo biegowe”. Dr. Krasicki starał się jak mógł a że niewiele mógł zawodniczkom polecił, aby narty posmarowały sobie same i co żenujące, że trener wyruszający na podbój światowy nie był w ogóle zaopatrzony w najnowszej produkcji smary biegowe. Tak zawodniczkom, a przede wszystkim mojej żonie świetnie przygotowanej do startów olimpijskich Pan Prezes Bafia swoją niefortunną decyzją odebrał już na starcie szanse o ubieganie się o medale olimpijskie. Na źle dobranych smarach i tak żona zajęła wysokie jedenaste miejsce do brązowego medalu przegrywając 4 sekundy.

 

Mógł, co prawda Pan Dr. Krasicki zrobić to samo co ja, przed MŚ w Falun i poprosić swojego kolegę trenera Tadeusza Kaczmarczyka o posmarowanie zawodniczkom nart, ale z niezrozumiałych dla mnie ambicjonalnych względów tego nie uczynił. Prof. dr. Szymon Krasicki komentujący ze swadą w TVP wydarzenia z światowych tras biegowych z rozbrajającą szczerością przyznaje, że siedmioosobowy zespół specjalistów zajmujących się przygotowaniem i smarowaniem nart naszej medalistki Justyny Kowalczyk jest liczebnie bardzo skromny w porównaniu z wielokrotną Mistrzynią Olimpijską i Mistrzynią Świata Marit Bjoergen. Po tym szczerym wyznaniu Profesora zawodniczki, którymi się „opiekował” na ZIO w Sapporo muszą przyjąć do wiadomości, że „punkt widzenia patrząc z profesorskiej wysokości zależy wyłącznie od punktu siedzenia”.

 

  Po zakończeniu kariery trenerskiej Andrzej Gąsienica Roj kompletował zespól trenerski który miał się podjąć przygotowań do ZIO - Insbruck 1976, po drodze sprawdzając się w startach na MŚ w konkurencjach klasycznych w Szwedzkim Falun. Na początku naszej rozmowy byłem przekonany, że szef wyszkolenia proponuje mi objęcie funkcji trenera w biegach kobiet a ku mojemu zdziwieniu otrzymałem propozycję objęcia funkcji trenera kadry w biegach męskich. Stojąc przed nowym wyzwaniem sięgnąłem po opracowania szkoleniowe trenera Józefa Zubka i po 8 miesięcznych żmudnych przygotowaniach zamieszkałem wraz z moimi podopiecznymi w gościnnych pokojach PKL na Kasprowym Wierchu natomiast zajęcia treningowe prowadziłem na Hali Gąsienicowej. Trzy tygodniowy trening przed MŚ w Falun w 1974 r. w naszych rodzimych Tatrach przyczynił się do zdobyciem brązowego medalu w biegu na 30 km przez Jana Staszela.

 

 Muszę z przykrością przyznać, że nie byłem naocznym świadkiem sukcesów Jana gdyż Prezes PZN uznał, że na moje miejsce pojedzie na MŚ sekretarz PZPR w Zakopanem Andrzej Szymkiewicz i żeby było zabawniej o decyzji Prezesa dowiedziałem się na pięć minut przed odjazdem autobusu ze reprezentacją Polski na MŚ. Na szczęście zdążyłem poprosić mojego byłego trenera Tadeusza Kaczmarczyka, który w tym czasie szkolił kombinatorów norweskich aby Janowi posmarował narty, co oczywiście uczynił po mistrzowsku. Jan swoim medalem otworzył drogę do sukcesów Józefowi Łuszczkowi brązowemu i złotemu medaliście z MŚ w Lahti.

 

Po zdobyciu medalu przez Jana zaczęły spływać zaproszenia na Międzynarodowe zawody z bez mała całego świata a co najważniejsze otworzyły się przed nami drzwi fabryk produkujących najwyższej klasy sprzęt biegowy. Pełnymi garściami korzystaliśmy ze wsparcia naszych rodzimych działaczy sportowych o Światowej renomie: Stanisława Ziobrzyńskiego, Adama Riterschilda i byłego trenera braci Andrzeja i Jana Bachledów w tym czasie pełniącego funkcji kierownika wyszkolenia sportowego w PZN mgr Andrzeja Gąsienicy Roja. Wiosną tuż po zakończeniu sezonu zimowego Jan Staszel słusznie oczekiwał gratyfikacji pieniężnych czekając z utęsknieniem na wyjazd do firm, na których sprzęcie zdobył brązowy medal: m.innymi Adidasa i Kneissla. Gdy do upragnionego przez Jana wyjazdu doszło okazało się, że zespół negocjacyjny, w którego skład weszli Dyrektor Departamentu Finansów GKKFiS, Sekretarz Generalny PZN, i dwaj w/w działacze narciarscy miał na uwadze przede wszystkim pozyskanie jak największych profitów dla PZN (pieniędzy i sprzętu sportowego) zupełnie zapominając o zawodniku. To co wynegocjowali w/w przeszło nasze oczekiwania: 100 par nart biegowych, 30 par nart skokowych, 200 tyś. szylingów przelanych co rocznie aż do ZIO na sup konto PZN w Wiedniu. Ta sama sytuacja powtórzyła się w firmie Adidas gdzie nasze narciarskie negocjacje połączono z lekkoatletyką na ówczesne czasy światową potęgą w tej dyscyplinie sportu. Dyrekcji firmy Adidas zależało przede wszystkim aby nasi mistrzowie Pani Irena Szewińska, Jacek Wszoła i Władysław Komar plus cała reprezentacja startowała na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 r. wyłącznie na sprzęcie produkowanym przez firmę Adidas.

 

Rozgoryczony Jan zaraz po przyjeździe do Zakopanego oświadczył, że za darmo biegał nie będzie. Janowi jako rolnikowi przysługiwał ekwiwalent pieniężny za każdy dzień pobytu na zgrupowaniu szkoleniowym w wysokości ok. 40 zł. Dochody jego łącznie z kadrowym wynosiły miesięcznie ok. 1200 zł. Chodziłem od Annasza do Kajfasza tłumacząc decydentom sportowym, że jeżeli Janowi nie zagwarantuje się ekwiwalentu pieniężnego adekwatnego do tego co już osiągnął i wyników sportowych które może osiągnąć w przyszłości nie podejmie się ponownie pełnej wyrzeczeń, katorżniczej pracy biegacza narciarskiego. Na efekty nie czekano długo, Jan zamiast wiosną szlifować technikę biegu narciarskiego w górach, postanowił zrealizować swoje marzenia o budowie własnej chałupy. Zmagając się z siekierą nie trafił w pień a we własne kolano uszkadzając ścięgna a co najgorsze równocześnie ostrą jak brzytwa siekierą trafił w splot nerwowy. Rozgoryczony zawodnik już nigdy nie powrócił do tak wysokiej formy jaką reprezentował podczas MŚ w 1974 r. ponieważ zabrakło Janowi najważniejszego – motywacji którą jest siłą napędową w sporcie.  

 

   Po powrocie naszej złotej pływaczki z Letnich Igrzysk Olimpijskich w Atenach Pani Otylii Jędrzejczak dowiedziałem się, że nasza znakomita pływaczka korzystała w przerwie pomiędzy startami olimpijskimi z namiotu tlenowego. Eksperyment Polski z wykorzystaniem namiotu tlenowego uznano w kręgach sportowych za jedno z największych wydarzeń medycznych ostatnich lat, a mnie się zrobiło żal twórców tego eksperymentu o których dawno zapomniano. Zapomniano również o Pierwszym Polskim Medaliście – Janie Staszelu. Młodzi wspaniale operujące językiem sprawozdawcy sportowi żyją dniem dzisiejszym, komentując to co widzą i ani im się śni wracać do wydarzeń z przed lat. Tuż przez MŚ w Holmenkollen redaktor sportowy poczytnej „gazety wyborczej” Robert Błoński ujmując historycznie medalowe osiągnięcia polskich narciarzy zapomniał o brązowym medaliście MŚ – Falun 1974- Janie Staszelu, nie biorąc pod uwagę, że dawniejszy mistrz ma koleją rzeczy wnuki, które pytają Dziadka Jana: czy ty naprawdę byłeś medalistą? Bo według redaktorów TYP, radia i prasy to medalu Dziadku w ogóle nie zdobyłeś.

 

Edward Budny

Zakopane, dnia 1 kwietnia 2011 r

foto.tvp.sport.pl

 

 

***

Notka o autorze, źródło Wikipedia.org

 

Edward Budny (ur. 24 maja 1937 w Kozach koło Bielska-Białej), polski biegacz narciarski i trener.

 

Wychowawca najlepszych biegaczy w historii polskiego narciarstwa (Józef Łuszczek, Jan Staszel), olimpijczyk z Innsbrucku (1964).   Syn Jakuba i Marii Górna, absolwent Liceum dla Pracujących w Zakopanem (1970) i Studium Trenerskiego przy krakowskiej AWF.

 

 

Narciarz - biegacz (175 cm, 68 kg), reprezentant Kolejarza Bielsko-Biała (do 1957) i WKS Zakopane (1957-1970), podopieczny trenerów: Bolesława Kruczka (klub), Tadeusza Kaczmarczyka i Tadeusza Kwapienia (kadra). 5-krotny  mistrz Polski  na 15 km (1963, 1970), 30 km (1967) i 4 x10 km (1967, 1969). 14-krotny wicemistrz kraju: na 15 km (1964, 1967-68), 30 km (1964, 1968, 1970), 50 km (1969) i  4x10 km (1960-61, 1963-66, 1968). Uczestnik MŚ: 1962 Zakopane: 22 m. (15 km), 1966 Oslo: 32 m. (30 km), 7 m. (4x10 km), 1970 Szczyrbskie Jezioro: 55 m. (15 km), nu. (30 km). 2-krotny  medalista III Mistrzostw Armii  Zaprzyjaźnionych 1967 Oberhof (2 m. - 30 km, 1 m. - 4 x10 km - partnerzy: Wawrzyniec Gąsienica, Bronisław Gut, Józef Rysula ).

 

 

Do historii polskiego sportu wszedł przede wszystkim jako wybitny szkoleniowiec, trener kadry narodowej biegaczy narciarskich (1973-1982), wychowawca m. in. dwóch medalistów MŚ: złotego - Józefa Łuszczka (Lahti, 1978, 15 km) i brązowego - Jana Staszela (Falun, 1974, 30 km). Wydaje się, że był pierwszym w polskim narciarstwie, który zrozumiał i wprowadził zasady nowoczesnego treningu i prawidłowego odżywiania się zawodników (owocowe mikstury dla podopiecznych męża w kadrze przygotowywała małżonka trenera, znakomita zawodniczka i trenerka Weronika Stempak-Budny).

 

 

Mistrz Sportu. Trener Roku (1978) w plebiscycie czytelników Przeglądu Sportowego. Działacz Tatrzańskiego Okręgu Związku Narciarskiego. Żonaty (z W. Stempak od 23 czerwca 1962) ma dwoje dzieci: córkę Danutę (1963) i syna Tomasza (1976). Mieszka na Antałówce.

 

Komentarze - 4

kibic biegów

Opublikowano: 2016-06-01 21:57:43

Ciekawe dla wszystkich zainteresowanych historią polskich biegów narciarskich. Będą dalsze części? Krasicki to ten, który komentuje biegi w TVP?

Logan

Opublikowano: 2016-06-02 11:15:32

Zazwyczaj komentuje Marek Jóźwik lub Przemysław Babiarz, jednak p. Szymon Krasicki często występuje w studiu jako ekspert.

kibic biegów

Opublikowano: 2016-06-02 13:30:47

To chyba się ekspertowi od pana Budnego trochę dostało ;)

Ania

Opublikowano: 2016-06-03 17:32:05

Odnoszę nieodparte wrażenie, że z każdej wypowiedzi trenera Budnego wyziera totalna pretensja. Do wszystkich i o wszystko. Nie wiem, czy to kwestia wieku, cech charakteru czy pomysłu na obraz samego siebie w mediach. Nie tak całkiem dawno trener Budny zgłaszał żale do ministra, który w latach 70 (!) nie wydał zgody na paszport zagraniczny dla Józka Łuszczka! Ile trzeba mieć w sobie złej pamięci, żeby takie sprawy wyciągać po przeszło 40 latach, po zmianie ustroju polityczno –gospodarczego, po takich przemianach w biegach narciarskich, które właściwie stworzyły zupełnie nową dyscyplinę sportu!.. Bardzo przykro to stwierdzić, ale trener Budny ma miałkie pojęcie, o co chodzi we współczesnym bieganiu na nartach. Tymczasem jest zapraszany jako ekspert (!) i zupełnie oficjalnie zabiera głos na tematy, które są mu obce. Zdarzyło się, że w studiu telewizyjnym, pozwalał sobie na ostrą krytykę metod szkoleniowych trenera Wierietielnego! Tym razem trener Budny wylał wiadro pomyj na profesora Krasickiego... W dodatku zrobił to demaskując elementarne braki w wiedzy o polskiej pisowni! Te błędy ortograficzne i interpunkcyjne nie tylko wprawiają w zażenowanie, ale po prostu czynią tekst momentami zupełnie nieczytelnym. O, si tacuisses philosophus mansisses! O, gdybyś milczał, uchodziłbyś nadal za filozofa!

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl