Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Trener fińskich skoczków: "Odbijamy się od dna" [WYWIAD]

Inne sporty -> Skoki

2015-01-19

Po zmianie sztabu szkoleniowego fińskiej kadry A skoków narciarskich zawodnicy zanotowali wyraźny postęp. Główny szkoleniowiec Skandynawów Jani Klinga opowiada m.in. o podziale ról, stanie fińskich skoczni i nadrzędnym celu w pracy.

 

Nowy sezon, nowy trener, stare sprawy do załatwienia, ale fińskie skoki wyraźnie podniosły się z zapaści. Można ogłosić sukces?

 

Nie, to jeszcze nie jest sukces i jeszcze nie jest to, czego oczekuję od siebie i moich zawodników. Oczywiście pierwsza część tego sezonu dała nam powody do uśmiechu i pokazała, że stać nas na dobre skakanie, jednak do światowego topu wciąż mamy daleko. Ale krok po kroku staramy się na niego wspinać.

 

Co zmieniło się od odejścia Pekki Niemelae? Przyjście trenera Klingi oznaczało dla fińskich skoków ewolucję czy rewolucję?

 

Oczywiście nie wszystko jest takie samo, ale o rewolucji raczej mówić nie powinniśmy. Oddajemy w treningach więcej skoków. I latem, i teraz w okresie zimowym jesteśmy często na skoczniach, by w praktyce korygować to, co odbiega od ideału – mam na myśli technikę. Oczywiście nie zapominam o treningu motorycznym, o siłowni, skoczności – plan treningowy zakłada i takie jednostki. Plusem jest fakt, że konsultujemy się wewnątrz, co i jak należy poprawić. Pomagają nam także trenerzy spoza kadry.

 

Współpracujecie z psychologiem? Wydaje się, że na jego pracy mógłby skorzystać przede wszystkim Lauri Asikainen, który będąc wysoko po 1. seriach zazwyczaj pali finałowe próby.

 

Kilkoro naszych zawodników współpracuje stale z psychologami i trenerami przygotowania mentalnego, jednak trzeba pamiętać, że to nie tylko jeden niuans. Wbrew pozorom nie jest łatwą sztuką oddać dwa równe, dalekie skoki. Ma na to wpływ bardzo dużo czynników. Kto sądzi, że potrzebuje – korzysta z pomocy, jednak nie ma przymusu.

 

Wiele mówi się o kondycji fińskich skoków. Że nie jest dobrze, że brakuje pieniędzy, że obiekty wymagają pilnej renowacji. Świat jakiś czas temu zobaczył filmik, w którym Pekka Niemelae szył kombinezon w samochodzie, a Koivuranta będzie skakał bez nart. To był żart?

 

Nie, niestety nie był to żart. Na tę chwilę mamy wielką różnicę między nami, a resztą świata, najbogatszymi ekipami. Niestety nie wszystko zależy od nas, ale też m.in. od sponsorów, związku. Sukcesywnie nadrabiamy tę stratę i idziemy w dobrym kierunku. Najważniejsze, żeby nie martwić się o fundusze na wyjazdy na zawody, treningi i sprzęt. I jakoś to pójdzie.

 

Skocznie w Finlandii są w bardzo złym stanie, nie ma co ukrywać, że w Europie powstało w ostatnich latach mnóstwo pięknych obiektów, a w naszym kraju wyremontowano właściwie tylko normalną skocznię w Lahti, na której w 2017 roku przeprowadzony zostanie konkurs o mistrzostwo świata. Pozostałe konstrukcje są przestarzałe tak pod względem profilowania, jak i samego bezpieczeństwa. Dobre jest to, że te najmniejsze kompleksy działają sprawnie i dzieci mają warunki. My niestety czasem wyjeżdżamy w poszukiwaniu lepszej bazy szkoleniowej.

 

Panuje przekonanie, że z Karim Ylianttilą tworzycie duet, ale chyba nie do końca realizujecie te same zadania. Na czym polegają różnice?

 

Kiedy jesteśmy na zawodach, ja jestem głównym szkoleniowcem, a Kari pełni rolę asystenta. Na przykład stoi niżej przy zeskoku i analizuje ruch wiatru. Kiedy natomiast jesteśmy poza konkursami, w kraju, to jego zadaniem jest kierowanie zespołem i generalnie szkoleniem krajowym. Jest czymś w rodzaju menedżera, koordynatora, a nawet organizatora. Pracuje bardzo ciężko i na jego barkach spoczywa naprawdę wiele obowiązków.

 

Ciężej od Pana?

 

Na kilku płaszczyznach na pewno.

 

Jakie są wasze cele jako szkoleniowców?

 

Musimy sukcesywnie powiększać grono skoczków, którzy są w stanie rywalizować na dobrym poziomie w Pucharze Świata. Zależy mi na tym, by reprezentanci Finlandii regularnie punktowali, bo o to przecież chodzi w skokach narciarskich. I to wszystko, po prostu punkty. Celem nadrzędnym są mistrzostwa świata na naszych skoczniach w Lahti. Chciałbym doprowadzić chłopaków do medalu, co będzie niezwykle trudne. Ale nie niewykonalne.

 

Irek Trawka

fot. Tadeusz Mieczyński/skijumping.pl

 

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl