Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Mistrz świata w kajakarstwie postawił sobie cel: uczynić Augustów miastem biegów narciarskich [WYWIAD]

Biegi narciarskie Polska -> Wywiady

2016-04-19

Dwukrotny mistrz świata, czterokrotny olimpijczyk i czterdziestopięciokrotny mistrz Polski. Legenda dyscypliny, ale nie biegów narciarskich, a kajakarstwa. Adam Wysocki po zakończeniu kariery na wodzie realizuje się jako trener i działacz. Narciarski. - Mam misję, żeby zaszczepić w Augustowie zimowe tradycje. Bo biegówki to jeden z najpiękniejszych sportów świata – przyznał w rozmowie z Michałem Chmielewskim.

 

Michał Chmielewski: Co kajakarz robi na nartorolkach?

 

Adam Wysocki: Trenuje, bawi się, używa. To nie tylko kajakarz, ale też kolarze, wioślarze, żużlowcy... Sporo sportowców w zimowym okresie przygotowawczym szuka innych form budowania wytrzymałości, a narty biegowe są do tego idealne.

 

Twoja kariera jest już definitywnie zakończona?

 

Tak, już dawno, bo usunąłem się rok po igrzyskach w Pekinie. Od kilku lat jestem sportowym emerytem, przerzuciłem się na trenowanie młodzieży w Augustowie. A że są super i świetnie się z nimi pracuje, staram się ich zarażać tym, co sam lubiłem przez lata. Dlatego właśnie – obok pływania w klasycznych kajakach – rozwijamy na północy biegi narciarskie i nartorolki. Mogę się pochwalić, że na wodzie są już pierwsze drobne sukcesy, bo mamy dwójkę mistrzów Polski na długim dystansie, oprócz tego dwa brązowe medale chłopaków na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Dziewczyny też nieźle startują. Gdzie się nie pojawiamy, kończymy na punktowanych miejscach. To mnie napędza do pracy w nie tak nowej już roli.

 

Ale Wysocki to w regionie nadal gwiazda sportu?

 

Może wśród starszych mieszkańców, bo młodzi raczej nie pamiętają i nie kojarzą. Dopiero jak się coś obije o uszy, to dopytują.

 

Pytam, bo trzeba mieć spory autorytet, żeby być trenerem dyscypliny innej niż ta, którą się zawodowo uprawiało.

 

Fakt, nie robiłem tego zawodowo, ale z biegówkami mam kontakt ponad dwadzieścia lat. Pierwszy raz założyłem je na nogi, kiedy pojechałem na obóz kadry Polski w 1993 lub 1994 roku. Ciężko to szło, bo i sprzęt mieliśmy marny, a wokół nie było nikogo, kto coś by poradził, pokazał chociaż podstawy techniki. Ale z czasem sam zacząłem zgłębiać wiedzę. Czy to o smarowaniu, czy technice albo konserwacji sprzętu. Dużo dały mi rozmowy z chłopakami z SMS w Szczyrku i Zakopanem, sporo w Jakuszycach nauczył mnie Tomek Kałużny. I tak to szło, chociaż sporo wiem też... od Ole Einara Bjoerndalena. Miałem kiedyś problem z nauczeniem się jednokroku. Nie mogłem złapać rytmu, no po prostu nic nie szło. Ale oglądałem jego starty w biathlonie, naśladowałem ruch rąk, skróciłem zakres odepchnięcia i załapałem. Biathlon to w ogóle lubię najbardziej. Od Tomka Sikory mam nawet piękne Madshusy.

 

Czyli raczej łyżwa niż klasyk?

 

Oj, zdecydowanie. Klasykiem to nigdy nie biegałem. No może czasami, gdy w okolicy są jakieś zawody, ale sam dla siebie to nie bardzo. Dopiero teraz zresztą uczę się zasad smarowania pod klasyk, bo to jest czarna magia.

 

Jak długo po pierwszym razie na biegówkach w garażu pojawił się własny sprzęt?

 

Na dobrą sprawę, to od razu, odkąd pojawiłem się w kadrze. Nartorolki trochę później, bo dopiero wtedy, gdy do kanadyjkarzy przyszedł ukraiński trener. On jakoś pod koniec lat 90. pokazał, że można pływając na wodzie wykonywać też trening na kółkach. Od wtedy na nartach i rolkach robię co roku po kilkaset kilometrów. I jesienią, i wiosną. Mówię „robię”, bo z młodzieżą realizuję te same zadania treningowe. To pozwala mi utrzymać formę.

 

Dzieciaki chętnie przychodzą na treningi? I na którą dyscyplinę bardziej?

 

Staram się zamiłowanie do rolek i biegówek rozwijać w Augustowie także poza środowiskiem kajakowym. Od dwóch lat młodzież spoza sportu zachęcam do aktywności. Zimą na przykład, w ramach programu „Lotto milion marzeń” prowadziłem zajęcia „Kumulacja aktywności”. To były moje narzędzia. Jesienią robimy technikę na sucho, przygotowujemy się motorycznie, a potem wchodzimy już na śnieg lub trasę. W Ski Tour wystartowała na przykład dziewczyna, która jeszcze we wrześniu nie miała pojęcia, że taki sprzęt istnieje. A zimą w Pucharze Jabłoni w Piszu zajęła 3. miejsce.

 

To ta trenerska satysfakcja spowodowała, że z trenującego na biegówkach kajakarza stałeś się działaczem zamykającym na potrzebę zawodów nartorolkowych ważną samochodową drogę?

 

Też. Ale jestem od sześciu lat radnym miejskim i zapowiedziałem, że będę chciał rozwinąć narciarstwo, skoro tutaj osiadłem. Bardzo mi ich brakowało, bo obok kilku miejsc, w regionie jest pod tym względem marnie. Są tradycje, ale nie w Augustowie. Nigdy nie było sprzętu, ludzi z wiedzą... aż do teraz. Bardzo zależało mi, żeby ten temat rozruszać. Spotkaliśmy się z Marcinem Choroszewskim, który w urzędzie miasta odpowiada za pisanie projektów unijnych i zaczęliśmy działać. Pomysł mu się spodobał, po kilku miesiącach zadzwonił, że można to zrobić w ramach programu współpracy transgranicznej. Zaangażowała się Gołdap i litewskie Druskienniki. Dostaliśmy na to kupę kasy, za które w samym Augustowie kupiliśmy 75 nart biegowych, 100 par butów, kijów, pomiar czasu, nartorolki, armatkę śnieżną, ratrak... I to jest własnością Centrum Sportu i Rekreacji. Służy wszystkim.

 

Chwyciło?

 

Bywały weekendy, że mieliśmy przez dwa dni po 160 wypożyczeń. Na tę chwilę nie naśnieżamy nic więcej niż stadion dookoła, bo ludzie nie mają jeszcze na tyle umiejętności, żeby wyjść na trudniejsze trasy. Ale byli tacy, którzy pół dnia śmigali dookoła boiska. Oprócz tego funkcjonuje Akademia Narciarstwa Biegowego, którą prowadzę. Biegówki zadomowiły się u nas na dobre.

 

Co dalej?

 

Pech – albo szczęście – chciało, że w tym roku mieliśmy raptem tydzień zimy, więc zaplanowane zawody zimowe trzeba było rozegrać na asfalcie. Ale wyszło świetnie i mam pomysł, żeby robić tę imprezę dwa razy w sezonie: wczesną wiosną jako rozpoczęcie lata i późną jesienią, jako ostatni start przed wejściem na narty. To powinno stać się tradycją. Poznałem kupę zakręconych ludzi, to specjaliści, którzy są na wyciągnięcie ręki. Mamy wiele pomysłów na zawody, na akcje dla ludzi. Na przykład cykl sprintów pod górę. Dobry grunt do rozwoju już jest. Ta dyscyplina jest warta tego, by jej sporo poświęcić. Więc poświęcam.

 

W Augustowie rozmawiał Michał Chmielewski

fot. Facebook/Centrum Sportu i Rekreacji w Augustowie

 

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl