Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Wywiad Guzik jest pełen kłamstw, konfabulacji i bzdurnych oskarżeń - Zbigniew Waśkiewicz w wywiadzie dla biathlon.pl

Biathlon -> Biathlon artykuły

2016-07-03

Za zgodą autora Sebastiana Krystka publikujemy w całości wywiad jaki autor przeprowadził z byłym prezesem Polskiego Związku Biathlonu Zbigniewem Waśkiewiczem (na zdjęciu). Tekst i foto: biathlon.pl.

 

         Kilka dni temu w wywiadzie TUTAJ dla portalu Sportsinwinter.pl Krystyna Guzik przedstawiła swoją opinię na temat współpracy z trenerem Kołodziejczykiem. - Ten wywiad jest pełen kłamstw, konfabulacji i bzdurnych oskarżeń - powiedział nam prof. Zbigniew Waśkiewicz, który w latach 2006-2014 pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Biathlonu.

 

 

Minęły równo dwa lata od kiedy przestał Pan pełnić funkcję prezesa Polskiego Związku Biathlonu. Jak wygląda życie „po biathlonie“?

Nie narzekam, nie tęsknię... Skupiłem się na swoim rozwoju naukowym i wreszcie ukończyłem swoją procedurę profesorską - otrzymałem tytuł profesora od prezydenta Komorowskiego. Miałem krótką przygodę z Górnikiem Zabrze, a teraz staram się jakoś przetrwać w Rozwoju Katowice. Jestem wciąż w sporcie na różnych frontach, ale z każdym miesiącem mam poczucie narastającej frustracji. Bardzo ciężko jest zdobyć wsparcie dla sportu. Brakuje sponsorów, normalne funkcjonowanie jest utrudnione, każdego dnia trzeba ciężko walczyć o to, żeby klub przetrwał kolejny miesiąc. Oczywiście oglądam wszystkie transmisje z zawodów biathlonowych, śledzę wyniki polskich zawodników i zawodniczek. Mam stały kontakt z trenerami kadry i działaczami. Ostatnio prowadziłem Walne Zgromadzenie Polskiego Związku Biathlonu. Można powiedzieć, że jestem na bieżąco.

Przejdźmy do sedna tego wywiadu. Czytał Pan ostatnie wypowiedzi Krystyny Guzik?

Cieszę się, że pożegnałem się z tymi paniami. To toksyczne osoby, które nie potrafią docenić ogromnego wysiłku innych ludzi. Mają ogromne problemy ze swoim ego i zatruwają życie wszystkim dookoła. Ciągnie się to już od wielu lat. Miałem nadzieję, że wraz z wiekiem, dojrzałością, zmianami stanu matrymonialnego to wszystko się unormuje, ale widzę, że jest chyba coraz gorzej.

 

Sugeruje Pan, że Guzik mija się z prawdą?

Myślę, że to dobra okazja, żebym wyraził to, co większość środowiska biathlonowego myśli od dawna. Mam swoją ocenę tych zachowań i nie wszystko nadaje się do publicznej wypowiedzi. To kolejny wywiad pełen kłamstw, konfabulacji i bzdurnych oskarżeń. W kobiecej kadrze od dawna toczy się wojna! Weronika Nowakowska, Krystyna Guzik i w zależności od układu pojedyncze osoby prowadzą swoistą walkę podjazdową. Gdy dziś czytam zarzuty, że Agnieszka Cyl zakończyła karierę przez trenera Kołodziejczyka, to dziwię się, że pani Guzik nie wspomniała o wojnie jaką toczyła z nią Weronika Nowakowska wspierana w różnych konstelacjach przez inne zawodniczki. I to tak naprawdę doprowadziło do wyrzucenia jej poza nawias kadry, choć brak dobrych stosunków z trenerem Kołodziejczykiem oczywiście nie pomógł. Paulina Bobak? Grupowa akcja przeciwko Paulinie, pełna kretyńskich akcji i wręcz poniżających rozmów. Ile razy byłem świadkiem idiotycznych dyskusji w stylu „jak ona jedzie, to ja nie jadę“, „dlaczego ona ma to, a nie tamto“, „dlaczego ja z pieskiem mam mniejszy pokój niż one“... Był taki czas, że praktycznie żadna zawodniczka nie chciała mieszkać z inną. Co zrobiłem? Mieszkały w jednosobowych pokojach. Wieczne fochy, niezadowolenie, skarżenie się na wszystko. Po prostu dramat. Brak szacunku dla ludzi, którzy zapieprzają dniami i nocami, aby „panie reprezentantki“ miały wszystko. I wieczne okolicznościowe koalicje personalne. Dzisiaj lubimy tego, a jutro nienawidzimy tamtego, bo przecież on się kompletnie nie zna.

 

Z tego co Pan mówi konflikty w kadrze zdarzały się już od pewnego czasu. Dlaczego związek nie reagował? Przykładowo – sprawę Bobak przedstawiał Pan wówczas w nieco innym świetle. Winna była Paulina.

A jak związek może zareagować? Teraz myślę, że już tylko dosypywać melisę do odżywek, albo dolewać walerianę do izotoników... Przecież te wszystkie sprawy nie są związane ze strategicznymi sprawami. Nie brakuje amunicji, warunki treningowe nie są złe, zawodniczki nie jadą pociągiem na zawody itd. To po prostu wieczne szukanie dziury w całym. W tamtych czasach, a widzę, że do dziś się niewiele zmieniło, zarządzanie związkiem sprowadzało się do zarządzania kryzysowego. I to nie z powodu kłopotów finansowych, choć nie było łatwo, tylko z powodu nieustannych konfliktow zawodniczek. Tak naprawdę to było wieczne czekanie, kiedy coś pieprznie i jakie będą tego konsekwencje. Wieczne spory, koterie, atakowanie wszystkiego i wszystkich. Raz ten dobry, tamta niedobra, a za chwilę na odwrót. Zasadniczo tylko Monika Hojnisz pozostawała poza wszystkimi awanturkami. Robiła swoje, trenowała i usilnie starała się nie dać wciągnąć w koalicyjki. Inaczej przedstawiałem sprawę Pauliny Bobak? Nie. Wciąż uważam, że w sporze z Kołodziejczykiem więcej winy było po jej stronie. Po prostu nie wspominałem o wewnętrznych rozgrywkach między zawodniczkami, sztabem trenerskim i związkiem. Działacze w takich sytuacjach są bezradni. To po prostu jeden wielki ciąg frustracji, niezadowoleń i fochów. Bo gdyby tak się dobrze wczytać w te wszystkie pretensje to są one niepoważne.

 

Jak już tak rozdrapujemy stare rany to wróćmy do incydentu z Novego Mesta. Skonfliktowana Agnieszka Cyl samowolonie opuściła reprezentację podczas mistrzostw świata. Czy błędem nie było zamiatanie tego pod dywan? Może gdyby wówczas podjęto jakieś działania to dałoby się uniknąć kilku późniejszych nieporozumień?

Przez cały ten czas robiliśmy wszystko, żeby zachować status quo. Staraliśmy się, żeby te konflikty nie spowodowały straty zawodniczek. Być może była to zła polityka. Ale jeśli ma się pięć zawodniczek na przyzwoitym poziomie to człowiek stara się jakoś wszystko łagodzić. Naprawdę proszę zrozumieć, że prezes i trenerzy nie są od tego, żeby leczyć chore frustracje zawodniczek związane z ich wiecznym niezadowoleniem z banalnych spraw. Ja tego nie rozumiem.

 

Wróćmy do teraźniejszości. Słowa Guzik o tym, że za ostatnie sukcesy kadry odpowiedzialna jest Nadia Biełowa odczytuję jako pójście na otwartą wojnę z trenerem Kołodziejczykiem. Mam rację?

Te słowa to zwykłe sk********two! Guzik była jedną z pierwszych, ktora żądała odejścia Biłowej i Bondaruka, a teraz mówi takie bzdury? Zmniejszył obciążenia? Niech się zdecyduje! Atakuje Kołodziejczyka o brak indywidualizacji treningu, nadmierne obciążenia i tak dalej. A nagle zmniejszył obciążenia? Typowa schizofrenia... Zresztą przez ostatnie dziesięć lat wszyscy trenerzy byli źli, a nasze "panie reprezentantki" nieszczęśliwe. Zauważyłem pewien schemat rozgrywania dramatów kadrowych. Przygotowania zazwyczaj do września toczyły się tylko z drobnymi konfliktami. We wrześniu na mistrzostwach Polski na nartorolkach zaczynały się pierwsze dramaty. Zawodniczka, ktora przegrywała robił klasyczną „rozpierduchę“ i zaczynało się szukanie winnych. Zazwyczaj udawało się wszystko załagodzić, ale w grudniu po pierwszych porażkach zaczynała się kolejna jazda. Trzeba było znaleźć winnych. I nic to, że wielka krytyka w grudniu, kończyła się czasem medalami w marcu.

 

Nie da się nie zauważyć małych uszczypliwości w odniesieniu do Dominiki Bieleckiej. Pojawia się zarzut, że trenerzy poświęcają sporo czasu na nauczenie biegaczki strzelania, a zaniedbują pozostałych członków kadry. Kolejny punkt zapalny?

Nie wiem dokładnie o co chodzi. Wydaje mi się, że jej nie było nawet na tym zgrupowaniu. Transfer Bieleckiej to dla mnie świetny ruch. Wreszcie udało się namówić biegaczkę do zmiany dyscypliny. Robi tak wiele krajów i to z dobrymi efektami. Myślę, że problem tkwi gdzie indziej. Taki atak świadczy o tym, że przed Bielecką niezła przyszłość. Starsze zawodniczki boją się konkurencji. I niech się wreszcie Guzik zdecyduje. Cały czas słyszę, jakie to nasze zawodniczki są doświadczone, jak świetną wiedzę na temat treningu i przygotowań mają, jak wszystko zrobiłyby lepiej, niż Kołodziejczyk... I nagle Guzik rozpacza, bo ktoś nie dopieścił przez jakiś czas jej treningu strzeleckiego? Proszę mi uwierzyć, często ciężko to wszystko zrozumieć

 

Guzik, Nowakowska, Gwizdoń – wszystkie mówiły o nadmiernych obciążeniach i braku indywidualizacji planów treningowych. Ta druga kwestia w obliczu coraz to bardziej specjalistycznego treningu nie mieści się w głowie.

O ile wiem, to Kołodziejczyk w stosunku do czasów Nadii Biłowej skrócił czas trwania zgrupowania o 50 dni w skali roku. Brak indywidualizacji? Bzdura! Trzy zawodniczki zdobyły medale mistrzostw świata! Wyszły spod maszyny? Nieprawda! Jeśli ktoś krytykuje trenerów to naprawdę nie wie o czym mówi. Może nie są idealni, ale powinni zostać uzniani za świętych, że od tylu lat znoszą te wszystkie fanaberie. Trzy „doświadczone“ zawodniczki zawsze mieszały w planach przygotowań uważając, że wiedzą lepiej. Wprowadzały własne elementy, zmieniały treść i obciążenia. Może wystarczyłoby zaufać trenerom, tak jak robi to Monika Hojnisz i w 100% realizować wyznaczone przez niego zadania? A może już po prostu nie dają rady? Znam dane o obciążenia najlepszych zawodniczek na świecie. Nasze zawodniczki absolutnie nie trenują na takich obciążeniach, jak cała czołówka i myślę, że to jest przyczyna wielu słabych wyników.

 

Ta sama Monika trenując ściśle według planów trenerów kadry od pewnego czasu nie robi jednak zauważalnych postępów. Czy gdyby wszystko zmierzało w dobrym kierunku to nie powinna być już stabilniejszą zawodniczką?

To jest sport! Nie mamy do czynienia z maszynami, tylko z ludźmi. Wielu kibiców oczekuje liniowego rozwoju, a tak nigdy nie będzie. Trudno mi oceniać postępy Hojnisz, ale uważam, że wiele dobrego przed tą zawodniczką. Tym bardziej, że ma w sobie wszystkie walory profesjonalistki, od podejścia do treningu, odpowiednie cechy osobowości po potencjał motoryczny. Pamiętajmy, że jest zawodniczką o specyficznej konstrukcji fizycznej, a jej zdrowie jest pod specjalnym nadzorem trenerów. Proszę o więcej cierpliwości. Poza tym jestem pewien, że jej gorsze wyniki to w dużej mierze brak spokoju psychicznego i świętego spokoju. Dla jej osobowości, te wieczne kłótnie są destrukcyjne i ciężko je znosić.

 

Nie jest jednak tak, że zawodniczki mają trochę racji odnośnie tej osławionej indywidualizacji treningu? Gwizdoń trenowała poza reprezentacją i zaliczyła najlepszy sezon od lat.

Bardzo lubię Magdę Gwizdoń za jej zaangażowanie i pracowitość, choć często nie rozumiem, dlaczego daje się wciągać w te wszystkie rozgrywki i koalicje. Mam wrażenie, że jest wykorzystywana przez swoje koleżanki. Często kiedy słucham Magdy, to słyszę przekaz Nowakowskiej i Guzik. Najlepszy sezon? 18. miejsce w klasyfikacji generalnej i brak jakiegolwiek medalu indywidualnie to oczywiście przyzwoite wyniki, ale nie popadajmy w zachwyt. Może gdyby trenowała według planów Kołodziejczyka to byłaby w dziesiątce? Może byłby medal MŚ? Oczywiście mogłoby się okazać, że byłaby czterdziesta – nigdy się tego nie dowiemy. Problem tkwi w przewartościowaniu wielu wyników. Czym są bowiem miejsca w pierwszych dziesiątkach PŚ czy punkty w tych zawodach? Obowiązkiem! Jakiego sponsora takie wyniki interesują? Ilu kibiców w Polsce wie, jakie wyniki osiągają nasze biathlonistki? Mam badania i proszę mi uwierzyć, lepiej żeby zawodniczki ich nie znały, bo ich poczucie wartości i ocena ich „sukcesów“ mogłaby legnąć w gruzach. Poza tym to nie jest problem mitycznej „indywidualizacji“, bo przecież wszystkie zawodniczki mają zindywidualizowane obciążenia. Ale nie można zwariować! Trening sportowy kieruje się jasnymi zasadami, ktore można nieco tylko modyfikować.

 

Guzik w wywiadzie narzekała też na niedostateczne wsparcie ze strony związku. Wspominała o zakupie kolby, której związek nie chciał sfinansować. Są z tym problemy?

Nagle kolba za kilkaset euro staje się powodem wielkiego dramatu? Jakiś czas temu związek chyba kupił jej kolbę, a przecież ciężko co kilka miesięcy wymieniać sprzęt, w którym nie zachodzą jakieś strategiczne zmiany. Ale tak było od zawsze. Związek jest od kupowania wszystkiego i dbania o wszystko, a nagrody finansowe zawodniczek są tylko i wyłącznie prywatną sprawą zawodniczek i nie wolno ich tykać. Jak trzeba zapłacić za dodatkowe leczenie i zabiegi to związek jest dobry. A jak odmowi czegoś to robi się ogólnopolski dramat. Niech Guzik kupuje sobie co trzy miesiące nową kolbę. Zarobiła kilkaset tysięcy złotych, czego oczywiście jej gratuluję, to chyba może co nieco w siebie zainwestować? W roku 2006 budżet związku to było ok. 5,5 mln złotych, w tym roku o ile pamiętam 2,5 mln. Przy dramatycznych zmianach kursu euro udaje się zapewnić bardzo dobre warunki treningowe wszystkim zawodnikom i naprawdę gdzieś trzeba odpuścić... Wielu biathlonistów na świecie może tylko pomarzyć o takim wsparciu i finansowaniu ze strony własnych federacji. Zawodniczki często podkreślają, że „nie mają nic ze związku“. Szlag mnie trafia! Od wielu lat spędzają 3/4 roku na koszt związku i państwa. W luksusowych warunkach: jeżdząc komfortowymi busami, latając samolotami na zawody i zgrupowania, jedząc posiłki ułożone przez dietetyka, stosując suplementację ułożoną przez fachowca. Spędzają czas w towarzystwie lekarza i masażysty, którzy są na każde ich skinienie. Można by wymieniać długo. I nie chodzi o to, żeby się tym chwalić. Udało się w związku doprowadzić do komfortowych warunków pracy. Tylko to trzeba docenić. Po sezonie zawodniczki nie chciały jeździć na zgrupowanie lecznicze. Inne kadry nam tego zazdrościły, a nasze biathlonistki były wkurzone, że muszą w tym uczestniczyć. Proszę spytać Sikory, Ziemianina a może również Guzik i Gwizdoń jak to kiedyś wyglądało. W wielu krajach zawodnicy utrzymują się z nagród i swoich prywatnych sponsorów traktując możliwość reprezentowania kraju na PŚ i MŚ jako wielki honor.

 

Weronika Nowakowska przed igrzyskami w Soczi wspominała o bardzo niskim stypendium. Może to jest powodem frustracji? Biathlonistki harują jak wół, a nie czują się odpowiednio doceniono finansowo.

To było klasyczne draństwo! Wtedy samo stypendium było niskie, ale wszyskie jej dochody to było dobre kilka tysięcy złotych. Powinny milczeć. Dzięki swoim wynikom mają stypendia po siedem tysięcy złotych, kontrakty indywidualne, wizerunkowe, związek oddał im kiedyś miejsce reklamowe na czapce. Po dobrym sezonie uda się zarobić nawet dwieście tysięcy złotych za wyniki w zawodach. Mało? Są odpowiednio ubrane, wyposażone w sprzęt. Mają wszystko – brakuje tylko zwykłego, profesojonalnego podejścia do swojego zawodu. Mam tu na myśli całą otoczkę z tym związaną, bo to że potrafią ciężko pracować, to wiem. W innych krajach są zasady, że zawodnicy oddają część nagród do związku. Często dziesiątą część nagród przeznaczają dla trenerów i ekipy technicznej. Jak to jest u polskich zawodniczek? Potrafią przynieść smarowaczom butelkę wódki albo skrzynkę piwa z podziękowaniami.

 

Jaka firma będzie chciała wspierać dyscyplinę, o której głośno w mediach głównego nurtu jest niemal wyłącznie w przypadku konfliktów? Pytam retorycznie, bo nawarstwienie konfliktów personalnych powoduje, że siłą rzeczy cierpi na tym cała dyscyplina.

Całe szczęście, że sponsorzy, ktorzy współpracują ze związkiem, nie robią tego tylko z powodów czysto marketingowych. To często nasi prywatni przyjaciele, którzy chcą pomóc. Ciężko im jednak wytłumaczyć o co chodzi z tymi wszystkimi konfliktami. Niełatwo jest budować wizerunek marketingowy polskiego biathlonu, kiedy zawodniczki kreują takie wewnętrzne konflikty personalne i ciąglę żalą się wszystkim dookoła. Myślę, że problemem dla wielu zawodniczek jest hasło: „a co my mamy od tego sponsora“? Ręce opadają. Jakiś człowiek, który da kilka par kijów i kilkaset euro do kieszeni zawodniczki jest zawsze lepszy niż sponsor związku. A działacze muszą zadbać o kilkudziesięciu sportowców, trenerów i pracowników technicznych, a nie tylko o kilka seniorek. Zresztą gdy dziewczyny miały uczestniczyć w jakimś wydarzeniu sponsorskim partnera związkowego, to niemal zawsze były jakieś wojny. Każda miała coś ważniejszego w swoim życiu. Gdy jednak prywatny sponsor dawał wspomnianą parę kijów, butów lub nart, to leciały w każdej chwili. Po medalu mistrzostw świata zafascynowanie jedną firmą spowodowało, że Guzik praktycznie spodowała wypadek zasypiając za kierownicą... Jest wiele takich historii, które pokazują żenującą stronę tych pań... Jednego nie mogę im zarzucić. Na pewno potrafią ciężko pracować. Tylko szkoda, że swoim bezsensownym podejściem marnują swój potencjał.

 

Widzi Pan jakieś realne wyjście z tego impasu?

Pamiętam rozmowę z prezesem słowackiej federacji w czasach największych sukcesów Kuzminy, a te są nieporównywalne do naszych. Prosty układ. Dostawała od związku 40 tysięcy euro, za co zatrudniała trenera i pracowników technicznych, trenowała gdzie chciała i z kim chciała. Zabierała wszystkie nagrody, podpisywała sobie kontrakty reklamowe itd. Myślę, że dla Guzik i Nowakowskiej to będzie pełnia szczęścia. Niezależne, samodzielne, bez wrednego trenera. Gwizdoń już tak trenuje. Ma wszystko tak jak sobie życzy i zobaczymy co z tego wyniknie. Chociaż po zeszłym sezonie, kiedy usłyszałem, że było jej przykro, że związek ją wyrzucił z kadry to zgłupiałem. Sama przecież chciała trenować poza kadrą! Ale mnie już nic nie zdziwi...

 

Czyli rozumiem, że wyklucza Pan możliwość dalszej pracy tych zawodniczek z trenerem Kołodziejczykiem?

Trudno mi powiedzieć. Kołodziejczyk to ich przełożony i nie muszą go kochać. Bycie w kadrze to ich praca. Dostają za to wielkie pieniądze. Państwo opłaca im życie w komfortowych warunkach. Zadaniem zawodników jest wychodzenie na trening dwa razy dziennie. Mają zrealizaować zadania i mogą się więcej z trenerem nie widzieć. Kołodziejczyk to fanatyk pracy, analizy itd. Za jego kadencji polski biathlon osiągnął sukcesy niespotykane w historii. A że ma trudny charakter? Oportuniści i bezpłciowcy nie odnoszą sukcesów w sporcie. Trzeba się spierać, udowadniać sobie, wskazywać fakty na obronę swoich tez. Stwierdzenie, że Francuzi robią to tak, a Norwegowie tak, to za mało. Wychodzenie poza strefę komfortu w treningu sportowym jest bardzo trudne. Bardzo niewielu zawodników jest w stanie nakładać na siebie wielkie obciążenie bez przymusu. Tak jest skonstruowana ludzka natura. Oczywiście, że świetna atmosfera pomaga i ułatwia ciężką pracę. Powszechnie wiadomo, że praca w drużynie pozwala łatwiej znosić obciążenia i podwaja przyjemności, ale musi to być zespół. Guzik jeździ praktycznie cały czas z mężem, Nowakowska miała swoją doradczynię personalną, więc zawsze da się zorganizować odpowiedni „support“ emocjonalny. W dzisiejszych czasach komunikacji intenetowej ciężko powiedzieć, że osobiste poklepywanie po plecach i opieka psychologiczna trenera jest niezbędnym warunkiem sukcesu. Jest ważna, ale nie jest czynnikiem warunkującym.

 

Wróćmy zatem do wariantu a’la Kuzmina. Na naszym poletku jest to w ogóle możliwe?

Pozwoli to dziewczynom realizować ich własne plany i trenować według swoich upodobań. Wtedy nie będą mogły mieć żalu i pretensji do nikogo. Będą brały całą odpowiedzialność za swoje wyniki. Tylko, żeby tak postąpić to trzeba być Tomaszem Sikorą. Tomasz też kiedyś miał pomysł na swój trening i swoją karierę poza kadrą. Tylko, że on wtedy przywoził tylko faktury za hotele. Podróżował na własny koszt, samo opłacał sobie trenera, czy partnera treningowego. Nasze panie chciałyby robić, co im się żywnie podoba, ale żeby związek za wszystko płacił. Tak być nie może! To są publiczne pieniądze. Ktoś za koncowy efekt wydatkowania tych pieniędzy musi wziąć odpowiedzialność. Ponadto myślę, że warto oddzielić starsze zawodniczki od tych z młodszego pokolenia, bo to naprawdę inna generacja. Chętne do pracy, cieszące się wszystkim, co dostają. Każdy wyjazd na zgrupowanie traktują jak coś wspaniałego. Docierają do mnie sygnały, że grupa aktualnie przebywająca na zgrupowaniach tworzy zgrany zespół. Spędza ze sobą czas na treningach, a zwłaszcza poza nimi. Podobno przyjemnie patrzeć. Może to też komuś przeszkadza?

 

Sebastian Krystek/biathlon.pl

 

od redakcji: rzadko zdarza sie nam na skipolu publikowania w całości artykułów z innych portali. Sprawa jest jednak na tyle kontrowersyjna, że postanowiliśmy, oczywiście za zgodą autora "ściągnąć" tekst w całości. Powód jest bardzo prozaiczny, podobną sytuację, oczywiście nie tak medialną, przerabialiśmy w biegach narciarskich kilka lat temu. Wtedy grupa biegaczek praktycznie się rozpadła. Także, ku przestrodze...

I oczywiście jesteśmy ciekawi Waszych opinii drodzy czytelnicy

 

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl