Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Agnieszka Szymańczak: „Niestety, jeśli chodzi o formę, to nie ma szału”

Biegi narciarskie Polska -> Artykuły

2014-02-12

Agnieszka Szymańczak w rozmowie z Państwową Agencją Prasową oceniła, że w tym roku miała najlepsze przygotowania w karierze, ale one nie wystarczyły do przejścia eliminacji olimpijskiego biegu sprinterskiego techniką dowolną.

 

Polska narciarka zwróciła też uwagę na problemy z aklimatyzacją w Soczi. - Niestety, jeśli chodzi o formę, nie ma szału, mimo że wykonałam największą pracę w karierze. Spodziewałam się lepszych rezultatów. Jestem nieprzewidywalną osobą, raz wyjdzie super, za dwa dni kompletnie odetnie mi prąd i nie wiadomo co się dzieje - powiedziała Szymańczak, która we wtorkowych kwalifikacjach zajęła 41. miejsce.

 

Jeszcze gorzej spisała się Sylwia Jaśkowiec, która na krótkiej trasie miała upadek i została sklasyfikowana dopiero na 63. pozycji. - Jeszcze stałam na starcie, kiedy Sylwia dobiegała do mety. Domyśliłam się, że coś się stało, ponieważ miała za dużą stratę, dogoniła ją biegnąca później zawodniczka. Szkoda mi i jej, i Maćka Staręgi. Jaśkowiec jest liderką naszej grupy, trzymaliśmy za nią kciuki i po cichu liczyliśmy, że będzie nawet finał - dodała.

 

Sprint "łyżwą" był drugą konkurencją, w której Szymańczak wystąpiła na olimpiadzie w Soczi. Wcześniej była 45. w biegu łączonym 2x7,5 km (tech. klasyczną i dowolną). - Nie wiem, czy dobrze zrobiłam decydując się na ten start. W ubiegłym roku w mistrzostwach świata w Val di Fiemme fajnie mi wyszła rywalizacja na 15 km, bowiem byłam w "30". Teraz od tego biegu były tylko dwa dni odpoczynku przed sprintem. Zabrakło mi dynamiki - stwierdziła zawodniczka, która liczyła na miejsce w "30" w najkrótszej z biegowych konkurencji na igrzyskach.

 

Warunki pogodowe sprawiły, że olimpijskie trasy w ośrodku narciarskim Laura są bardzo trudne. - Kiedy przyjechaliśmy do Soczi było super, bowiem trasy twarde. Ale im bliżej zawodów, tym robiło się cieplej. To oznacza tylko jedno - będzie ciężej. Poza tym mam kłopot z aklimatyzacją. Dwa tygodnie przed olimpiadą byłyśmy w miejscowości wysokogórskiej, dlatego liczyłam, że lepiej uda się tutaj przejść okres adaptacji.

 

- Ciężko przestawić się na - niby niewielką - trzygodzinną różnicę czasu. Zasypiamy dopiero około północy, a wstajemy wcześnie, tak jakby w Polsce była czwarta rano. Nic dziwnego, że w godzinach popołudniowych chce się spać. Z tego wszystkiego posiłki jemy zbyt wcześnie, choć i tak staramy się je opóźniać. Ale może za tydzień wskoczymy na właściwe tory - oświadczyła.

 

Miesiąc temu w PŚ w Novym Meście Szymańczak miała okazję startować z Justyną Kowalczyk w sprincie drużynowym. Szybko jednak odpadły. - I Justynie, i mnie ten start był potrzebny. Z powody przeziębienia wcześniej wycofałam się z Tour de Ski, więc przyjechałam trenować z Kowalczyk na dużej wysokości w Passo Lavazze. A już przed igrzyskami dużo było przeskoków w związku z brakiem śniegu - zakończyła.

 

KR Źródło: PAP

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl