Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Turniej Czterech Skoczni. Czy to prawdziwy Wielki Szlem?

Inne sporty -> Skoki

2015-01-09

Miłośnicy skoków narciarskich wciąż żyją ostatnią edycją Turnieju Czterech Skoczni i ogromnym sukcesem Stefana Krafta. Co sprawia, że ten Turniej wzbudza aż tyle emocji? Ogromne pieniądze, ekskluzywny samochód, sława, uwielbienie fanów i wyrycie się na stałe na kartach historii skoków narciarskich. Prestiż, jaki niesie ze sobą Turniej Czterech Skoczni jest niezaprzeczalny. Jednak czy określanie go mianem narciarskiego Wielkiego Szlema jest uzasadnione? Przyjrzyjmy się więc, co łączy Turniej Czterech Skoczni z tenisowym czy golfowym Wielkim Szlemem.

 

1. PRESTIŻ

 

Chyba każdy skoczek ma swym kalendarzu wyróżniony okres przełomu starego i nowego roku i to nie tylko ze względu na świąteczno – noworoczną atmosferę. Ten okres jest dla nich jeszcze gorętszy niż dla przeciętnego Kowalskiego czy Muellera. Oprócz świątecznego szaleństwa muszą się dodatkowo zmierzyć z wielkim sportowym wyzwaniem, jakim jest Turniej Czterech Skoczni. Niejednokrotnie TCS jest dla części trenerów i zawodników głównym punktem sezonu, na który planują szczyt formy. Chyba każdy fan sportów zimowych jest w stanie zauważyć, że rywalizację w Turnieju ich ulubieni zawodnicy traktuję zdecydowanie poważniej niż inne zawody Pucharu Świata. Często gdy dany zawodnik jest przedstawiany/opisywany, wcześniej wymieniane jest zwycięstwo w TCS niż np.: w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Podobnie jest w tenisie - gdy jest mowa o Rogerze Federerze, pada liczba wygranych przez niego turniejów wielkoszlemowych, a nie jest wymieniany fakt bycia liderem listy ATP na koniec sezonu, co tak samo jak zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, jest zdecydowanie trudniejsze, gdyż wymaga stabilnej formy przez długi czas.

 

 

2. NAGRODA

 

Nie ma co się oszukiwać - poza prestiżem istotne są nagrody dla zwycięzcy. W każdym Wielkim Szlemie - czy to narciarskim, tenisowym, golfowym, curlingowym czy w rugby, nagroda jest znacznie bardziej wartościowa niż w przypadku innych zawodów/turniejów/rozgrywek. Ekskluzywny samochód i oszałamiająca suma pieniędzy - to nie pozostaje bez znaczenia dla sportowców. Oczywiście, na pierwszym miejscu zawsze pozostają wyniki, osiągnięcia i sukcesy sportowe; jednak zaraz po tych wartościach plasują się pieniądze. Duża nagroda nakręca rywalizację, a to zwiększa prestiż turnieju. I koło się zamyka...

 

 

3. TRAMPOLINA DO WIELKIEJ KARIERY

 

Zawodników, dla których zwycięstwo w TCS stało się początkiem imponujących sukcesów, nie da się zliczyć. Spójrzmy choćby na ostatnie lata: Thomas Diethart, Adam Małysz. TCS sprawił, że zadomowili się na dobre w światowej czołówce i świadomości kibiców. Zwycięstwo w tak istotnym turnieju daje ogromny zastrzyk pewności siebie, wiary w swoje możliwości i zaszczepia w zawodniku tzw. "syndrom zwycięzcy". Chyba nie trzeba mówić, jak istotna w sporcie jest psychologia. Skoczek, który wygrał TCS myśli sobie "Wygrałem Turniej Czterech Skoczni. Czemu miałbym nie wygrać tego i następnych zawodów Pucharu Świata?", a to jest już ogromny krok do sukcesu.

 

Spójrzmy szerzej - czy np.: Juan Martin del Potro osiągnąłby swoje dalsze sukcesy bez wygrania US Open "na dobry początek wielkiej kariery"? Z kolei nawet wybitnych sportowców, którzy nie wygrali turnieju wielkoszlemowego, uważa się za niekompletnych (w damskim tenisie postacią wzbudzającą takie kontrowersje była liderka list WTA, Caroline Wozniacki). Nie inaczej rzecz ma się w skokach narciarskich. Często słyszymy, że dany skoczek czuje ogromny niedosyt, gdyż w swym życiu osiągnął już niemal wszystko. Niemal, bo brakuje trofeum TCS.

 

 

4. WYJĄTKOWA FORMUŁA

 

Jakby tego było mało, o wyjątkowości Turnieju Czterech Skoczni decyduje także nietypowa formuła. Tylko w TCS stosowany jest system "KO". Bezpośrednia rywalizacja skoczków dodaje smaczku i uatrakcyjnia sportowe widowisko. Pozornie mogłoby się wydawać, że zwycięzca w parze jest znany od początku. To jednak mylne spostrzeżenie. Zdarza się, że zawodnicy z tzw. "topu" omijają kwalifikacje i ostatecznie mierzą się z ich zwycięzcą. W tym roku na tego typu ryzyko decydowali się Gregor Schlierenzauer oraz Simon Ammann. Gdy przyjrzymy się tenisowym turniejom Wielkiego Szlema, zaobserwujemy podobne zjawisko. Tylko w tych rozgrywkach stosowany jest system "do 3 wygranych setów", a w niektórych turniejach Wielkiego Szlema wyeliminowano także tie-break w piątym secie, co prowadzi nierzadko do dwudniowych meczów.

 

 

5. ZABÓJCZA CZĘSTOTLIWOŚĆ

 

Cztery zawody w bardzo krótkim czasie. Do tego treningi, kwalifikacje. To tempo niemal nie do wytrzymania dla zwykłego śmiertelnika. To właśnie sprawia, że tryumfowanie w TCS jest wyjątkowo trudne i tak wiele znaczy. Nie ma czasu na odpoczynek, nie ma mowy o "gorszym dniu". Tutaj przez ponad tydzień trzeba działać na najwyższych obrotach. Wielki Szlem w innych dyscyplinach jest co prawda rozłożony w czasie, jednak częstotliwość i intensywność meczów rozgrywanych podczas np.: Australian Open budzi szacunek dla zwycięzcy. Przegrywasz jeden mecz - kończy się twoja przygoda w tym turnieju. W TCS co prawda nie trzeba koniecznie wygrać wszystkich czterech zawodów, by ostatecznie tryumfować, ale przy bardzo wyrównanej rywalizacji jeden gorszy skok może przekreślić wszystkie marzenia.

 

Wiele łączy Wielki Szlem uznany w różnych dyscyplinach z tym nieoficjalnym narciarskim Wielkim Szlemem - Turniejem Czterech Skoczni. Jednak czy używanie tej nazwy jest wkazane, czy to zabieg nieco na wyrost? Oceńcie sami.

 

Aleksandra Zapałowska

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl