Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Plaża, słońce i... skoczek. Vladimir Zografski dla Skipola [WYWIAD]

Inne sporty -> Skoki

2015-01-20

Jego obecność na skoczni przeczy logice. Urodzony w czarnomorskim kurorcie Vladimir Zografski zapowiadał się na solidnego piłkarza, jednak życie postanowił poświęcić narciarstwu. O trudach trenowania, popularności sportów zimowych w Bułgarii i współpracy z Joahimem Winterlichem opowiedział w Zakopanem Michałowi Chmielewskiemu.

 

 

Michał Chmielewski: Nie znam wielu osób, które Bułgarię kojarzą ze śniegiem i nartami. Jak Ty się tu znalazłeś?

 

Vladimir Zografski: Też nie wiem (śmiech). To naprawdę trudne pytanie. W dzieciństwie zapowiadałem się na przyzwoitego piłkarza i to z tą dyscypliną wiązałem sportową przyszłość. Ale pewnego dnia, w 2004 roku, otworzono w naszej miejscowości niewielką, trzydziestometrową skocznię i mój ojciec został trenerem lokalnego klubu. Przyszedł do domu i spytał, czy nie chciałbym spróbować skoków. Chciałem, spodobało się i wszystko się zaczęło.

 

Ile skoczni działa w Bułgarii?

 

Nie uwierzysz, ale ta jest największa! W latach osiemdziesiątych mieliśmy kompleks składający się z obiektu dużego i normalnego, ale to przeszłość. Teraz nie ma gdzie skakać.

 

To jak sobie radzicie?

 

Od trzech lat mieszkamy w Innsbrucku i stamtąd jeździmy do Seefeld, czasem na inne skocznie w okolicy, np. Garmisch-Partenkirchen lub Stams. Bergisel omijamy, pojawiamy na niej tylko przy okazji konkursów. Od strony finansowej jesteśmy wspierani przede wszystkim przez sponsorów i bułgarską federację narciarską.

 

Wystarcza?

 

Dajemy radę, bo skoki stają się u nas coraz bardziej popularne. Ogółem narciarstwo, choć wiem, że mój kraj ze śniegiem się nie kojarzy.

 

Vladimir Zografski to krajowa gwiazda, czy sportowiec niszowy i anonimowy?

 

Wiadomo, że nie jest to taki szał, jaki panuje w najważniejszych krajach skoków, ale mogę powiedzieć, że jestem rozpoznawalny. W tej chwili skoki to z zimowych dyscyplin absolutny krajowy top, stąd spore zainteresowanie kibiców, mediów, ale i sponsorów. To miłe uczucie, że czasem idę ulicą, a tu ktoś poklepuje mnie po ramieniu i mówi: „Hej, ale fajnie poskakałeś tutaj i tutaj”. Nie powiedziałbym jednak, że jestem popularnym Bułgarem. Ewentualnie popularnym narciarzem.

 

Drogę do narciarskiego światka torował Joachim Winterlich?

 

Nie do końca. Joachim był w bułgarskim związku narciarskim, współpracował jako szkoleniowiec, ale ja trenowałem głównie z ojcem. To jemu najwięcej zawdzięczam. Także dziś w Bułgarii pracuje jeden z niemieckich specjalistów, ale i on nie ma z nami kontaktu na stałe. Tworzymy z tatą zgrany duet.

 

O co walczysz na skoczni?

 

O odległość! A tak poważnie, chciałbym punktować regularnie i pojawiać się na szczycie tabel. To trudne, ale po to zostałem sportowcem, by coś w tej dziedzinie osiągnąć. I do tego dążę.

 

W Zakopanem rozmawiał Michał Chmielewski

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl