Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Mistrzowski lifting Lugnet. Na niej tytułu bronić będzie Stoch

Inne sporty -> Skoki

2015-02-17

Znakomici zawodnicy, tłumy kibiców, stale krzewiona tradycja skoków oraz ogromne zainteresowanie mediów i sponsorów - z tym wszystkim nie kojarzy się szwedzka miejscowość Falun, gdzie już w środę wystartują Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym. O tym, kto ma jakie szanse, napisano bądź powiedziano już chyba wszystko. Może tym razem warto więc przyjrzeć się skoczniom, na których rozegrany zostanie kolejny światowy czempionat.

 

Gdy blisko pięć lat temu FIS przyznawał organizację Mistrzostw Świata szwedzkiej miejscowości, wiele osób łapało się za głowę twierdząc, że ten wybór to efekt skutecznego lobbingu i pokaźnych bonusów dla delegatów, którzy postanowili oddać swój głos na 35-tysięczne miasto w środkowej Szwecji. Co interesujące, decydującą batalię podczas kongresu Międzynarodowej Federacji Narciarskiej Falun wygrało z fińskim Lahti, które również doczeka się tej imprezy ponownie, tyle tylko że za dwa lata… Decyzja Komitetu wywołała sporo napięć w społeczeństwie, które nie było przychylne wydawaniu milionów na modernizację obiektów kompletnie Szwedom niepotrzebnych.

 

Kompleks skoczni Lugnet został zbudowany z okazji Mistrzostw Świata w roku 1974, a 19 lat później, przy okazji kolejnej dużej imprezy, został poddany gruntownej modernizacji. W efekcie, do końca lat dziewięćdziesiątych najlepsi skoczkowie świata regularnie zjeżdżali do prowincji Dalarna. Sytuacja zmieniła się po 2002 roku, kiedy Puchar Świata zagościł w Falun po raz ostatni. Szwedzcy skoczkowie pozostali na marginesie tej dyscypliny, a samo miasto nie było skore do finansowania kolejnych pucharowych zawodów. Z czasem skocznie zaczęły popadać w coraz większą ruinę, co w ostateczności doprowadziło do zamknięcia większego obiektu. Na mniejszym sporadycznie trenowały tuzy szwedzkich skoków, a raz do roku zjeżdżała się młodzież skacząca w zawodach z cyklu FIS Cup, czyli trzeciej ligi świata.

 

Organizacja Mistrzostw Świata wymusiła jednak zmiany w architekturze i renowację przestarzałego, zniszczonego centrum skoków, które wciąż pamiętało czasy Adama Małysza bez wąsów. Przygotowania do wjazdu na plac budowy dość długo były torpedowane zarzutami o brak odpowiedniego projektu i wywołały burzliwą atmosferą społecznej niechęci do kolejnego pompowania publicznych pieniędzy. W efekcie przebudowa ruszyła dopiero latem 2012 roku, a z wielkich planów modernizacji Lugnet wyszły nawet nie tyle drobne zmiany kosmetyczne, co małe pudrowanie, które doprowadziło do uzyskania niezbędnej homologacji FIS-u.

 

Największe zmiany zaszły na skoczni, której dotychczasowy punkt konstrukcyjny wynosił 115 metrów. Projektanci całkowicie zmodyfikowali profil dużego obiektu, co pozwoliło na przesunięcie punktu K na 120 metr. Lifting przeszła również konstrukcja rozbiegu - drewniane bandy zostały zastąpione nowocześniejszymi szklanymi szybami. Pewnie wiele osób zastanawia się również, dlaczego punkt konstrukcyjny normalnej skoczni, na której odbędzie się pierwszy z konkursów, to jedynie 90 metrów. Pierwotnie zakładano przesunięcie go o pięć metrów w dół, jednak ze względu na brak odpowiednich funduszy, Szwedzi zostali zmuszeniu to zachowania nieco archaicznego już K90. Niewystarczająca ilość środków spowodowała również, że tylko duża skocznia została pokryta igielitem umożliwiającym całoroczne treningi. Koszt pokrycia nim normalnego obiektu nie kalkulował się władzom, które postanowiły przeznaczyć te pieniądze (blisko 2 mln euro) na budowę 35-metrowej skoczni, która sprzyjać miała rozwojowi młodych talentów.

 

Na obu arenach zamontowano także dodatkowe konstrukcje dla porcelanowych torów najazdowych, zmieniono promień samych najazdów oraz kąt nachylenia progów. Obecnie, na dużym obiekcie wynosi on standardowe 11 stopni, a na normalnej jest o pół stopnia mniejszy. Wśród nowych elementów pojawiły się również siatki osłaniające zeskok przed bocznym wiatrem. Co warte odnotowania, podczas zeszłorocznych konkursów wiatrołapy zawieszone zostały zdecydowanie za nisko, przez co część skoczków wybijała się ponad osłony doznając sporych turbulencji w powietrzu.

 

Jest jednak coś, czego z pewnością możemy oczekiwać po tych starych, choć nienagannie odpicowanych obiektach. Stawiam orzechy przeciwko dolarom, że w nadchodzących dniach będziemy świadkami kilkukrotnego bicia rekordów na obu arenach. Czas przepędzić demony przeszłości, a Mistrzostwa Świata to dobra pora, by rozprawić się ze 105-metrowym skokiem Primoża Peterki z 13 marca 1996 roku. Bo jeśli nie teraz, to być może już nigdy. Bezpieczny nie jest również 135-metrowy rezultat Severina Freunda z zeszłorocznej próby w Pucharze Świata. Chętnych jest wielu, ale nie zapominajmy, że to Stefan Kraft upodobał sobie kolekcjonowanie rekordów na tych najmniejszych wśród dużych skoczni.

 

Nie ma co ukrywać, że Falun jest miejscem, w którym skoki od dobrych dwóch dekad traktowane są jak zło konieczne. Na ten chłodny, wręcz nieprzyjazny stosunek, olbrzymi wpływ ma fakt, że Szwedzi ostatnie triumfy w tej dyscyplinie święcili za czasów Jana Bokloev’a. I choć organizatorzy spodziewają się dużej grupy szwedzkich sympatyków skoków, ja nie zawaham się stwierdzić, że większość z tych, którzy pojawią się pod skocznią, będzie miała na sobie nie niebiesko-żółte, a biało-czerwone barwy.

 

Piotr Majchrzak

 

Komentarze - 0

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl