Ustawa Cookie - Wykorzystujemy cookies w celu poprawnego wyświetlenia strony. Wiemy - można bez nich żyć - tylko po co?

Plusy i minusy po Lillehammer, czyli co mają Machulski i Sienkiewicz do kombinacji

Kombinacja norweska -> Artykuły

2013-12-09

Drugi weekend Pucharu Świata w kombinacji już za nami. Pora podsumować zawody w Lillehammer – kto zasłużył na pochwałę, a kto na naganę?

 

PLUSY:

a)      Eric Frenzel, Akito Watabe, Magnus Krog – kombinatorzy przyszłości. Istnieją spore szanse, że to oni zdominują ten sezon – równi, regularni, potrafiący w obydwu konkurencjach zmieścić się w najlepszej szóstce. Frenzel i Krog pierwszego dnia mieli pecha na skoczni – Niemiec skakał w fatalnych warunkach, lecz mimo to przebił się na dziesiąte miejsce z czterdziestego trzeciego, jakie zajmował po skokach. Norweg zanotował upadek i nie przystąpił do biegu. Drugiego dnia obydwaj odbili to sobie z nawiązką, zajmując dwa pierwsze miejsca. Japończyk obył się bez problemów, zajmując drugie i trzecie miejsce w zawodach.

 

b)      Jakob Lange, Tomas Portyk – widząc tych dwóch zawodników, Stefan „Siara” Siarzewski zapewne spytałby: "A co oni umią, ci młodzi wilcy?” Okazuje się, że umieją całkiem sporo, i wcale nie chodzi o brawurową jazdę samochodem Cinquecento. 18-letni Lange pierwszego dnia zajął świetne dwunaste miejsce. W niedzielę spisał się nieco gorzej, ale 24. miejsce wstydu mu nie przynosi. Rok młodszy Portyk w dwóch kombinacjach w Lillehammer zajął 24. i 20. miejsce. Przyszłe gwiazdy kombinacji?

 

c)       Viktor Pasichnyk – prawdopodobnie największa sensacja weekendu. Rówieśnik Pawła Słowioka i Adama Cieślara, który 4 lata temu przegrywał z tym pierwszym o… 11 minut. Dobrze widzicie, nie wstukałem przez przypadek jednej jedynki za dużo. Teraz ten sam Ukrainiec pokonuje zawodnika z Wisły o minutę i 43 sekundy, zajmując 25. miejsce w zawodach PŚ i zdobywając pierwsze punkty dla Ukrainy od pięciu lat. Pytanie, czy to Ukraińcy mają tak dobry system szkolenia kombinatorów, czy my przegapiliśmy kilka najważniejszych lat z nieudolnym Panem asystentem/fizjoterapeutą na stołku pierwszego szkoleniowca, jest retoryczne.

 

MINUSY:

a)      Bill Demong, miłośnik rewersów – 2009 rok, Mistrzostwa świata w Libercu. Demong i Todd Lodwick znajdują się w wyśmienitej dyspozycji, zdobywając medale tejże imprezy. Do tego solidny Johnny Spillane i Eric Camerota, który uzupełniał czwórkę, mającą sięgnąć po złoto. Tymczasem Demong podczas rozgrzewki… zgubił numer startowy, a reprezentacja USA została zdyskwalifikowana. W niedzielę Amerykanin był bliski powtórzenia tego spektakularnego wyczynu – tym razem wystartował z odwróconym numerem startowym, za co również został wykluczony z rywalizacji. Jak pech, to pech.

 

b)      Magnus Moan – Norweg przed każdym sezonem jest wymieniany w gronie faworytów do zdobycia Kryształowej Kuli, jednak jego zapędy najczęściej kończą się na skoczni. Czasami można odnieść wrażenie, że gdyby spuścić z rozbiegu worek z cementem, a minutę później Moana, to właśnie worek poleciałby dalej. Reprezentant Kraju Wikingów celowo odpuścił start w Kuusamo, by potrenować przed zawodami w swojej ojczyźnie, ale siódme miejsce w pierwszych zawodach i brak kwalifikacji do drugich na pewno chwały mu nie przynoszą.

 

c)       Alessandro Pittin – w 2010 roku podczas IO w Vancouver, 20-letni Włoch zawojował świat, zdobywając brązowy medal olimpijski. Dwa sezony później potrafił wygrać trzy zawody PŚ z rzędu. Teraz Pittin ośmiesza się w każdym starcie, rozmieniając swoje nazwisko na drobne. W Kuusamo nie zakwalifikował się do konkursu, a start w sobotnim dwuboju w Lillehammer zapewniła mu jedynie zła pogoda w piątek, która spowodowała odwołanie rundy kwalifikacyjnej – w zawodach zajął kompromitujące go 50. miejsce, po skokach znajdując się 11 pozycji niżej. Być może Pittin przeczytał „Potop” i zakrzyknął w stronę trenera: „Kończ waść, wstydu oszczędź!”. I trener wstydu oszczędził, dzień później wystawiając w jego miejsce Mattię Runggaldiera.

 

d)      POLACY – jako kolektyw. Zarówno Adam Cieślar, tak Paweł Słowiok i Szczepan Kupczak spisali się w mieście IO 1994 roku bardzo mizernie. Patrząc na występ „biało-czerwonych” w zawodach drużynowych przed tygodniem, można odnieść wrażenie, że inaugurującą sezon kombinację, w której Cieślar zajął 22. miejsce, trzeba potraktować w myśl przysłowia: „trafiło się ślepej kurze ziarno”.

 

Andrzej Grabowski

Komentarze - 8

Flawia

Opublikowano: 2013-12-09 17:13:54

To ze Bill mial BIBa na lewej stronie moze jeszcze zostaloby mu wybaczone, gdyby nie fakt ze i numer byl zly :P Apropo Moana to przypomina mi sie odcinek Top Gear gdzie puscili Mini ze skoczni ;D

Raku

Opublikowano: 2013-12-09 17:27:25

Nie jestem pewien czy wtedy by go też nie zdyskwalifikowali;) Ciekaw jestem czy on po to go ubrał na lewą stronę, żeby nie było widać jaki to numer? hehe A co tekstu, to dużo lepszy niż wcześniejsze wydanie cyklu jakieś 2 lata temu;) Natomiast nie zgadzam się, że "trafiło się ślepej kurze ziarno", bo to chyba za ostro napisane. Jakby Kupczak zajął 6 miejsce tak jak w kwalifikacjach, to by dał z siebie jeszcze więcej i by było 27-29 miejsce i kolejne punkty. Lata pracy z wiadomo kimo to niebagatelna kwestia, a ten sezon to i tak jakieś światełko w tunelu, bo każdy z naszych zawodników już się pokazał z dobrej strony. Jeszcze tylko brakuje jakiegoś biegu Słowioka na lepszym poziomie bo jeden bardzo dobry skok pokazał. Jak ktoś trafi dobry dzień, to pewnie jakiś punkty się trafią, ale... wiadomo w czym problem.

Flawia

Opublikowano: 2013-12-09 17:35:29

Przypuszczam ze i tak by go zdyskwalifikowali, ale podwojne zlamanie przepisow bardzo mnie rozbawilo, Bill chyba potrzebuje asystenta ;)

PiW

Opublikowano: 2013-12-09 18:21:36

Do plusów dodałbym, że pomimo jednego formatu 1 skok + bieg na 10 km, organizatorzy zdecydowali się na urozmaicenie i mieliśmy zawody zarówno na skoczni normalnej jak i dużej. Do minusów dodałbym zawodnika - Taylora Fletchera, a w raz z nim - przepisy FIS. Co do samego Amerykanina, to jego postawa na skoczni jest dramatyczna. W zeszłym sezonie nie miał problemów z meldowaniem się w top 50 PCR, teraz wygląda to tragicznie. W biegu też nie jest tak dobrze, jak rok temu... Co do przepisów, to właśnie Taylor Fletcher pokazał, że można PUNKTOWAĆ z miejsca poza top 50 konkursu skoków i robienie KWALIFIKACJI w KOMBINACJI NORWESKIEJ polegającej na SAMYCH SKOKACH mija się z celem. Dlaczego nie robią kwalifikacji z samego biegu? Czy wyobrażacie sobie, żeby robić kwalifikacje do dziesięcioboju z samego biegu na 100 m czy do triathlonu z samego pływania? Kombinacja to wielobój. Nie odbierajmy szans na punktowanie zawodnikom słabszym na skoczni. Dla kontrastu - Klimov. Co z tego, że wygrywa skoki, jak na trasie wygląda, jakby miał zaraz z niej zejść? Jakby kwalifikacje polegały tylko na biegu, to nie moglibyśmy podziwiać pięknych technicznie skoków Rosjanina...

Jan

Opublikowano: 2013-12-09 21:09:12

A ja właśnie uważam, że kwalifikacje skokowe są w porządku. Dlaczego? Ano dlatego, że w ostatnich latach w kombinacji punkt ciężkości został przeniesiony zdecydowanie w kierunku biegów i generalnie punktacja i format zawodów sprzyjają zawodnikom lepiej biegającym.

Raku

Opublikowano: 2013-12-09 21:40:55

Dlatego rozwiązaniem jest korekta przeliczników albo raz na 10 konkursów można organizować coś takiego jak będzie w Seefeld czyli 5 km biegu przy normalnych przelicznikach i dodatkowo starty masowe oraz 2 skoki i 15 km - najprostszym rozwiązaniem problemu jest różnorodność. Jeśli ktoś spoza 50 SPOKOJNIE wchodzi do "30", to nie tylko znaczy, że coś jest nie tak z przepisami, ale świadczy też o świetnej formie biegowej. Kwalifikacje nie są uczciwym rozwiązaniem. W tej kwestii raczej popieram Rafała, bo przy tak dużej liczbie zawodników (około 70) za dużo "dobrych graczy" odpada przez przypadek. Jak już dodajemy minusy, to jak dla mnie Austriacy, a szczególnie Gruber. Rok temu potrafił wygrać z Lamy Chappuis na finiszu (a to jest wyczyn), a teraz tragicznie startuje - 28 miejsce w PŚ.

PiW

Opublikowano: 2013-12-10 18:15:47

Jeszcze raz ja i kolejny minus weekendu... Decyzja trenera o obniżeniu belki startowej Mario Stecherowi na skoczni normalnej. Austriak skoczył 86.5m, a żeby punkty za belkę były liczone musiałby uzyskać 95% HS (95.0m). Stracił na tym 4.8pkt (0:19), co przełożyłoby się na awans o 4 pozycje - z miejsca 31. na 27. i wzbogacenie dorobku o 4pkt PŚ...

Raku

Opublikowano: 2013-12-10 18:54:36

No to liczba punktów nie do pogardzenia dla Stechera:P

Aby od razu dodać komentarz zarejestruj/zaloguj się na naszym portalu. Ze względu na problemy z botami komentarze niezalogowanych ukazywać się będą najszybciej jak to możliwe, ale dopiero po akceptacji.

* - pola obowiązkowe



Prawa autorskie © skipol.pl